fiore
Fanka BB :)
Dusia zeby Ci sie faktycznie Mati nie rozchorowal &&&
Zanetaa,Kilolek juz pare mieisecy temu pisalam,ze moja corcia do spokojnych nie nalezy,w sensie nie jest dzieckiem zatrzesionym,zachuchanym,ktore siedzi non stop cicho i w jednym miejscu.Jest bardzo samodzielna,bo jej na to pozwalamy,ale wie ze tylko do ktoregos momentu moze sobie pozwolic na cos.U nas poklepanie w dupeczke okryta pieluszka to najwieksza kara cielesna(doslownie 3x w ciagu 2lat z sila piorka,bo oboje jestesmy przeciwni karom cielesnym),podniesienie glosu to najwieksza kara i jezeli cos jest nie,to jest nie i zdania nie zmieniamy.V z reguly jest zywiolowa,wszedzie jej pelno i robi tysiac rzeczy na raz(ksiazeczka,rysowanie,zabawa plastelina,ganianie zwierzat itp w tym samym momencie...),ale nie krzyczy,nie szamocze sie,nie "bije",nie okazuje humorkow placzem etc...stad moje zaskoczenie wczorajszym jej zachowaniem.W domu w ostatnich tygodniach zdarzylo sie,ze np.na slowo "nie wolno" pojawiala sie podkowka i lzy,przemieniajac sie w tragiczny krzyk trwajacy 5sek,ale myslalam ze sie tylko na tym skonczy.No nic przetrwalismy wiele,przetrwamy i to.Noc i dobry sen pozwolily mi jakos przemyslec cala sytuacje i choc wczoraj czulam sie zle z tym,to jednak pocieszam sie,ze wcale tak zle u nas nie jest i bardziej niz sie martwic,powinnam byc za to wdzieczna.
Charakterek odziedziczyla corcia po mnie,wiec sie nie powinnam dziwic.Ja to uparta jestem i jezeli mam racje to stawiam na swoim i koniec,a bedac dzieckiem tez lzami wymuszalam
;-)
Ale sie rozpisalam
V jeszcze spi,S na rano do pracy niedaleko domu poszedl,juz slyszalam syreny ambulansu,wiec zaczelo sie-biedny
Nina(psina)znowu cos musiala nie odpowiedniego zjesc,bo rano mialam sprzatanie wymiotow,po tym jak w nie weszlam bosa stopa
Wirus chyba sie zaczal nade mna litowac,bo nos zaczyna sie "odpychac",wiec mysle ze dzien moge uznac za rozpoczety 
Spokojnego weekendu Majoweczki!
Zanetaa,Kilolek juz pare mieisecy temu pisalam,ze moja corcia do spokojnych nie nalezy,w sensie nie jest dzieckiem zatrzesionym,zachuchanym,ktore siedzi non stop cicho i w jednym miejscu.Jest bardzo samodzielna,bo jej na to pozwalamy,ale wie ze tylko do ktoregos momentu moze sobie pozwolic na cos.U nas poklepanie w dupeczke okryta pieluszka to najwieksza kara cielesna(doslownie 3x w ciagu 2lat z sila piorka,bo oboje jestesmy przeciwni karom cielesnym),podniesienie glosu to najwieksza kara i jezeli cos jest nie,to jest nie i zdania nie zmieniamy.V z reguly jest zywiolowa,wszedzie jej pelno i robi tysiac rzeczy na raz(ksiazeczka,rysowanie,zabawa plastelina,ganianie zwierzat itp w tym samym momencie...),ale nie krzyczy,nie szamocze sie,nie "bije",nie okazuje humorkow placzem etc...stad moje zaskoczenie wczorajszym jej zachowaniem.W domu w ostatnich tygodniach zdarzylo sie,ze np.na slowo "nie wolno" pojawiala sie podkowka i lzy,przemieniajac sie w tragiczny krzyk trwajacy 5sek,ale myslalam ze sie tylko na tym skonczy.No nic przetrwalismy wiele,przetrwamy i to.Noc i dobry sen pozwolily mi jakos przemyslec cala sytuacje i choc wczoraj czulam sie zle z tym,to jednak pocieszam sie,ze wcale tak zle u nas nie jest i bardziej niz sie martwic,powinnam byc za to wdzieczna.
Charakterek odziedziczyla corcia po mnie,wiec sie nie powinnam dziwic.Ja to uparta jestem i jezeli mam racje to stawiam na swoim i koniec,a bedac dzieckiem tez lzami wymuszalam
;-)
Ale sie rozpisalam

V jeszcze spi,S na rano do pracy niedaleko domu poszedl,juz slyszalam syreny ambulansu,wiec zaczelo sie-biedny
Nina(psina)znowu cos musiala nie odpowiedniego zjesc,bo rano mialam sprzatanie wymiotow,po tym jak w nie weszlam bosa stopa
Wirus chyba sie zaczal nade mna litowac,bo nos zaczyna sie "odpychac",wiec mysle ze dzien moge uznac za rozpoczety 
Spokojnego weekendu Majoweczki!
V jak rano byla spokojna,tak po popludniowej drzemce wyszedl z niej rzadki-potworek.Do tego udalo nam sie wyjsc na chwile i wlasnie taki humor ja dopadl,jak pilam czekolade w pobliskiej kawiarni - splonelam zywcem,bo kazdy sie na nas patrzyl jakbysmy zle dziecko wychowywali i nie wiadomo co jej robili.Nie pozwolilam jej butami wejsc na krzeslo,wiec sie "rozdarla" i zaczela szamotac...Powiedzcie mi,ze zadne z dziecie tak nie robi,bo po spojrzeniach ludzi mialam wrazenie,ze oni maja spokojne dzieci,a tylko moja mala jest taka
Poza tym szczerze sie przyznaje,ze az sie poplakalam jak wyszlismy,bo nigdy sie az tak nie zachowala i naprawde bylo mi wstyd :-( Chyba,ze naprawde wchodzimy w etap buntu dwulatka,a tego sie boje bardzo.Wystep malenkiej trwal tylko pare sekund i po chwili ponownie dziecko szczesliwe i zadowolone z zycia...mam mieszane uczucia.Mam nadzieje,ze przez noc cos mi przyjdzie do glowy.Juz leze w lozeczku,ale sie wylaczam i ide ogladac Dr.Housa z malzem ;-) spokojnej i spiacej nocy :*





Nie wiem czy mi sie bedzie chcialo