Ja też mam ochotę mu powiedziec nie chcesz, nie jedz. I gdyby nie L. ma 100% bylabym tam sama. On teraz gra bohatera bo przeciez jego miejsce przy rodzinie. Tylko na ch** rodzinie kloda pod nogami. I mam wrazenie ze nie robi tego z milosci...z milosci do mnie na pewno nie...mam wrazenie ze nawet w stosunku do L.stal się oschły i olewajacy jakby go winil za to ze musi jechać.
Jasne ze bylby dumy, znam nawet kilku z mojego bliskiego otoczenia, ktorzy moimi facetami nie są a są dumni...no ale..nie wiem...moze z boku to wyglada inaczej...moze to jednak moja wina...ale gdzieś w glowie mi tez dzwoni ze wszystkie kobiety w jakis sposób niszczone przez swoich facetów (czy to fizycznie czy psychicznie czy przez ich nałogi) tłumaczą sobie tak, ze to ich wina, dlatego ja wolę trzymac sie mysli ze jednak to jemu cos szwankuje.