No dziewczyny ale się wkurzyłam.

Pisałam Wam, że mamy problem z sąsiadami bo nam (tzn. mnie i kilku jeszcze rodzinom) zagrodzili drogę i nie możemy wyjechać na drogę gminną, wogóle nie mamy jak się wydostać z domów. Jeździmy po krzakach. No nieważne kiedy indziej opiszę wszystko.
Tak czy siak przyleciała moja szwagierka i krzyczy do mojego M zeby leciał do takich naszych znajomych dwa domy dalej bo jechala straz pozarna i chyba sie u nich pali bo krzyki slychac na podworku a straz nie moze dojechac. No i co sie okazalo zaplil sie samochod a straz jadac po krzakach wpadla do rowu i sie przewrocila. No mowie wam masakara jaks bo samochod sie palil a straz nie mogla dojechac. Moj M poszed tam ale ja nie wiem jeszcze jak to sie skonczylo. Powiesic za jaja tych sasiadow.