Dziękuję.... za wszystkie słowa otuchy, za każdą myśl o moich Kruszynkach, za to że jesteście...
Tak, wiem, mam dla kogo żyć, bo przecież przez cały dzisiejszy dzień tuliły się do mnie dwie kochane istotki w kolorowych spódniczkach, dla których stać mnie było nawet na uśmiech, choć tak o niego ostatnio ciężko...
Wiem również że czas leczy rany, że z biegiem czasu ból się zmniejszy...
Ale dosłownie wyć mi się chce i krzyczeć z tej okropnej niemocy, bezsilności... Z tej pustki, tęsknoty... Tyle rzeczy, przedmiotów, miejsc, zapachów, przywołuje wspomnienia... I setki pytań, na które nikt tak na prawdę nie zna odpowiedzi nie daja spokoju... Bo dlaczego to, co zostało nam dane, zostało nam odebrane.... dlaczego One musiały tak cierpieć w tym Swoim króciutkim życiu.... Dlaczego pomimo tylu modlitw, błagań, próśb, On nie wysłuchał... Czym zawiniłam, że taką karę muszę teraz znosić, w czym te Kruszynki zawiniły, że zamiast poznawać uroki życia, poznały tylko co to ból, cierpienie..
Przepraszam, nie miałam już Was dołować... już nie bede wiecej pisać...
po prostu potwornie cierpię, nie potrafie sobie poradzić z tym co teraz sie dzieje w mojej głowie...
Pozdrawiam i ściskam Was
Liliann