witam :-)
w sobote bylam caly dzien na zakupach. wcz Was przeczytalam. napislam dlugalasnego posta. i mi zniknal... i sie wkurzylam i nie pisalam wiecej. a dzis znow musialam nadrabiac czytanie. jestescie szalone!

co do dzieci ja chcialam dwojke a ojciec mojego syna trojke. on wymiekl w mojej pierwszej ciazy i sie zawinal. ja wychowywalam Filipa sama od polowy ciazy do roku zycia. wykluczalam, ze jeszzce kiedykolwiek bede miec jakies dziecko. zwiazalam sie z M. on wczesniej w ogole wykluczal posiadanie rodziny, o dzieciach nie wspomne. w roli ojca Filipa odnalazl sie idealne. na tym chcielismy poprzestac. ale po dwoch latach mi cos w glowie zaswiecilo. milczalam i czekalam az przejdzie. nie przeszlo. powiedzialam M. byl w szoku. nie byl ani na tak ani na nie. zamiklam na pol roku. znow przemowilam. byl na tak, ale kiedys. krotkie milczenie. wkoncu zrobilam tak. ja chce miec dziecko i chce miec z Toba. jesli i Ty chcesz miec ze mna to nie ma na co czekac, bo bede za stara. nie moge czekac wiecznie az sie ogarniesz, umeblujesz, dorobisz czy tam jeszcze cos. nigdy nie ma czasu idealnego. a na posiadanie tego czy owego mamy reszte zycia. na dziecko marnych kilka lat. ja jutro dzwonie do poloznej i wyciagam spirale. najdalej za tydzien nie bede juz jej miec. a Ty masz cztery wyjscia: rzucic mnie, zrezygnowac z seksu, zaczax uzywac gumek, zrobic mi dziecko. zatkalo go. to byl wrzesien. zrobilam jak powiedzialam. uzywalismy gumek. w 4 ricznice na koniec pazdziernika mi sie oswiadczyl, 14 stycznia byl slub. w noc poslubna nie uzyl gumki. i juz jej nie uzyl wcale. po pol roku zaszlam w ciaze. na dzien dzisiejszy oboje szalejemy ze szczescia. i wykluczamy kolejne dzieci. na dzien dzisiejszy ;-)
a ja czuje, ze bedzie drugi syn. imie mamay tylko dla dziewczynki. co bedzie to bedzie. ale nie ukrywam, ze chcialabym juz wiedziec co jest.
w szwedzkich szpitalach karmia nienajgorzej. ale i tak duzo zalezy od szpitala. w moim miescie nie ma porodowki i rodzi sie w trzech okolicznych miastach. tam fdzie rodzilam syna po porodzie przechodzi sie do takiego hotelu przyszpitalnego. w sumie jest jak szpital. rodzaca placi za niego, ale to sa doslownie grosze. chyba, ze chce by partner spal i jadla tam z nia to on placi wiecej. dziecwzyny jakie tam bylo zarcie... szok. sniadanie kolacja szwedzki bufet. a w nim wszelkie rodzaje pieczywa, sery wedliny warzywa. jeszcze wszytsko poopisywane ile ma tlusczu. rozne platki musli, suzone owoce, mleka jogurty, porzadne soki. na lunchi obiad dania cieple przynajmniej trzy do wyboru. w tym wegetarianskie jedno. naklada pani za lada, ale mozna przyjsc po jeszcze. gdyby nie fakt, ze mialam obawy przed zrobieniem kupy to bym zarla bez opamietania.
za to tydz pozniej trafilam do szpitala w innym miescie i szok niemily. porcje ostro wydzie,one i ewidentnie z polproduktow. za nic w swiecie nie chce rodzic w tym szpitalu.