Ja moja córkę urodziłam za granicą. Kiedy najbardziej potrzebowałam pomocy to nikt nie przylecial. Moja mama przyjechała jak Amelia miała 4 miesiace. Pomagała we wszystkim, gotowała, prala, sprzątala, ale wkurzala mnie bo ciągle o wszystkim chciała decydowac i mnie pouczala. Potem przyleciała tesciowa. Koniec świata, nie pomagała mi nic, to ja jeszcze musiałam ja obsługiwać i nie wypuszczala z rąk dziecka. Obsciskiwala ja, obcalowywala, że to biedne dziecko nie miało już czym oddychac. Ja w ogóle nie miałam do niej dostępu prawie. Masakra. Potem znowu przyjechała moja ze swoim pouczaniem. Ona wyjechala i przyjechala szwagierka nastepna tylko do obsciskiwania dziecka. Tym wszystkim doprowadziły do tego ze ja z mężem ciągle się klocilismy i jak córka miała 1,5 roku, rozstalismy się na około pół roku. Wyprowadziłysmy się ale po pół roku postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Zobaczymy jak będzie tym razem. Spróbuję dać radę sama. A jak już będę musiała to poproszę moja mamę bo mimo że wszystko najlepiej wie to zawsze jest to mama.