Ja się boje bólu ...

Miałam ciężkie miesiączki które co miesiąc kończyły się na pogotowiu i dostawalam zatrzyki przeciwbólowe
Nie dawalam rady sobie z tym bólem miesiaczkowym... a tu dzidziusia trzeba urodzic
Młodamama ja doskonale wiem co to znaczy trudna miesiączka..nie raz z ogólniaka mnie karetka zabierała.. ból nie do zniesienia.. swoje trzeba odcierpień i tyle,.. ale to nie jest reguła do porodu. Miałam przy pierwszym porodzie takie same obawy a okazało się, że zupełnie inny to był rodzaj bólu..
Jedno na co liczyłam, to obietnica lekarza, że po porodzie nie będzie już tych bóli miesiączkowych.. oj naiwna ja.. owszem karetki już nie potrzebuję, umiem sobie z tym radzić, wcześniej rozpoznawać na tyle by wziąć porządną dawkę leków ale jak były tak są nadal..
Dziewczynki czy któraś z Was śpi na brzuchu? Bo ja zasypiam na boku ale nieraz budzę się na brzuchu... przed ciąża spalam tylko na brzuchu...
Za pierwszym razem męczyły mnie noce bo nie umiałam spać inaczej niż na brzuchu i intuicyjnie w nocy się na brzuch kładłam ale jak zaczął być mega duży to już nie było ani takie proste ani bezproblemowe.. Teraz o dziwo śpię na boku i w ogóle nie tęsknię za spaniem na brzuchu..
Ja sie zbieram do lekarza bo te bóle krzyza i nadaktywnosc malego nie daja mi spokoju .Zreszta te wczorajsze twardnienia brzucha tez byly za czeste.Bede spokojniejsza tym bardziej ze weekend przed nami .
Lewusek && - będzie dobrze a lepiej na zimne dmuchać..
Ja dziś młodego do dentysty umówiła i sama mam mieć omówione z naszym dentystą co i kiedy robimy.. i jak nie bałam się tak coś dziwnie strach po mnie chodzi..
A co do przejmowania się ciążą.. mam takie dni że zapominam, że jestem w ciąży.. nie szykuję jeszcze nic, nie planuję za bardzo.. zupełnie inaczej niż z Olim.. Ale różnica jest taka, że wtedy odkładaliśmy decyzję o rodzicielstwie potem długo się staraliśmy i jak już w końcu się udało to przeżywałam świadomie każdy symptom ciąży, wszystko z ochotą kupowałam, zaglądałam itd.. słowem cieszyłam się całą sobą..
Teraz kiedy po wielu latach sama siebie przekonałam wewnętrznie że nie chcę już 2 dziecka wiadomość o ciąży była mega szokiem, najpierw do 10 tyg czekałam na wizytę by to potwierdzić z nadzieją, że jednak nie będę w ciąży :-( potem uczyłam się mówić sobie, że będzie dzidzia, przyzwyczajałam się do tej myśli, ale musiałam to ukrywać w pracy więc w sumie tak jakoś mało o tym mówiliśmy.. cały czas w głowie miałam jak to wywróci nasz dom do góry nogami, nasze poukładane już życie będzie znów zmieniane na co nie koniecznie mam ochotę itd.. Teraz zaczynam się dopiero tym stanem cieszyć choć nie koniecznie już nie mogę się doczekać aż Bronek będzie z nami.. jeszcze sobie tego nie umiem wyobrazić nawet..

ale kilka dni temu uzmysłowiłam sobie, że bardzo mało czasu nam już zostało..
Zaczynam do brzucha gadać, mam już mega wyrzuty sumienia, że nie chciałam tego dziecka, wstyd mi, że jak gówniara się zachowywałam, nie chciałam iść do lekarza itd..

mąż cierpliwie znosi moje samo krytykowanie i pociesza choć wiem, że miał rację kiedy był na mnie za takie myślenie zły :-( On się ucieszył od samego poczatku, gratulował mi sam upominał się od najbliższych o gratulacje.. przeżywał radość.. nie to co ja.