Znacie powiedzenie: "chcesz rozbawić Boga, powiedz mu o swoich planach"? No to je wczoraj przerobiłam. Plan był piękny, że wrócę do domku przed 19.00, zjem obiad/kolację, M. będzie prasował, a ja będę siedziała na BB i obszywała pieluszki. Noooo... W pasmanterii, w trakcie kupowania muliny i igieł dostałam telefon, zrobiłam odwrót na pięcie i powrót do biura. I nagłe zebranie do 22.00. I dzisiaj padam i mam dość, jeszcze teściowa mnie obudziła telefonem o 6.00 rano, bo coś jej się ubzdurało, że mam dzisiaj imieniny i chciała mi pierwsza złożyć życzenia. Bo najważniejsze, żeby była pierwsza, wrrr!!! A imienin nie mam.
Jeden punkt programu udało mi się jednak przerobić ;-) Jako, że na zebraniu ręce mi nie były potrzebne, a grono zaufane i zaznajomione, to rzeczone łapki zajęłam obszywaniem pieluszek, których przez absolutny przypadek miałam w bagażniku 5 sztuk. A mulinę zdążyłam kupić. Na jednej pieluszce nawet monogram wyszyłam!!! Patrzyli się na mnie ludzie jak na nieszkodliwą wariatkę, ale w d..e to mam. To że zasuwam w pracy jak dziki osiołek, nie znaczy, że nie mogę zrobić czegoś specjalnie dla dziecka :-)
Spadam "osiołkować" dalej. Miłego dnia! Postaram się odezwać, poczytać sprawdzić co u Was. Ważne, że Malina jeszcze w dwu-, a Milutek w trój-paku! Tak trzymać jeszcze trochę dziewczyny!