Witam się wieczornie
asco ja mam czasem ochotę rzucić wszystko, wyjechać i zacząć od nowa, oczywiście z emkiem i Niunią, jak mnie przygniata ból istnienia

ale potem myślę czy te problemy które mam rzeczywiście zależą od miejsca przebywania? może w nowym miejscu i tak nie byłoby lepiej, po tych przemyśleniach postanawiam że na razie będę się cieszyć z tego co mam, a myślenie co by było gdyby zostawiam na kiedy indziej
barbra zdrówka
Marta dużo cierpliwości dla Ciebie
scarletka, asco i ja dołączam się do walczących z niejadkami
nie wiem o co chodzi ostanio mojej Łucji, może to zęby, ale nie potrafię tego stwierdzić

albo mi się wydaje że jest ciągle głodna, ale po jedzeniu ulewa, niby ma ten refluks, ale nie jestem pewna czy to od tego, czasem myślę że ją przekarmiam...miałam takkie silne postanowienie że będę karmić piersią...tak bardzo tego chciałam, że nie dopuszczałam do siebie innej myśli, po porodzie miałam strasznie poranione brodawki, że płakałam przy karmieniu i miałam stresa przed następnym...:/aż jak miała 3 tygodnie okazało się że się nie najada, lekarz ją oglądał, bo była strasznie nerwowa, a okazało się że była po prostu głodna

masakra...miałam za mało pokarmu, lekarz mówił że to mod stresu...dokarmiałam ją, łączyłam cyca z butelką i nie było problemu, potem udało mi się na parę dni nawet przejść tylko na cyca, ale z tyłu głowy gdzieś buszowała myśł, czy aby na pewno mam wystarczająco dużo pokarmu, sprawy nie polepszał prawie całkowity brak wpsarcia...bo to co słyszałąm to było "a może nadal jest głodna"..."a może znowu się nie najada" a podobno karmienie zaczyna się w głowie...dopiero praktycznie obca osoba, położna w przychodni mnie podniosła na duchu, pokazała jak karmić, sprawdziła czy Mała się dobrze przysysa i powiedziała te niby tylko kilka ale jak ważnych słów "spokojnie, ma pani dużo pokarmu"...ale wróciłam do domu i po paru dniach znów słyszałąm "a może daj jej butelkę" ....nie dałam rady znowu była dokarmiana..potem zaczęły się problemy z brzuszkiem, z kupą się męczyła, ostatnio znów była nerwowa na dodatek nie przybierała na wadze przez 2 tygodnie i okazało się że ma strasznie marne wyniki morfologii, no to dajemy żelazo, a teraz nagle zaczęła strasznie ulewać, wg usg ma refluks, ale ja czasem myślę że jednak ją przekarmiam, bo po ostatnim ważeniu to przybyła w tydzień ok. 300g

przez jakiś czas odrzuciła cyca zupełnie, a ja z uporem maniaka próbowałam ją przystawiać...przekonała się z powrotem do cyca..ale tylko na leżąco

a karmienie wygląda tak, że possie chwilę i przewraca sięna plecy, znowu na bok do cyca i znów na plecy, to czasem już nad nią wiszę z cycem, a butelkę albo potem chce albo nie chce i chyba nie zależy to od długości karmienia....już się gubię normalnie i wydaje mi się że jestem do bani matka, bo nie potrafię rozpoznać czy moje dziecko jest rzeczywiście głodne czy nie

w dodatku bez względu na to ile zje z butli (wtdedy wiem przynajmniej ile zjadła) to zaraz jest marudzenie, leżeć-źle, na rękach-źle, śpać-nie che itd. trzymam się myśli że to może skok wzrostowy, ale częściej wydaje mi się że to przez to że ja nie potrafię wyluzować, sama się staję nerwowa, każde marudzenie już dla mnie staje się oznaką że coś może być nie tak, chociaż zawsze była spokojna i pełna optymizmu choćby nie wiem co, na dodatek nie mam się komu wyżalić bo emek na moje próby zwierzeń rzuca "znowu coś Ci nie pasuje"

a przed wszystkimi zgrywam, że świetnie daję sobie radę, bo...no nie wiem, bo tak już mam, że niewielu osobom potrafię przyznać się do słabości, tylko ostatnio żadna z tych osób nie chce mnie słuchać :/
ufff...no to się rozpisałam, sory za potok, ale jak zaczęłam pisać to nie mogłam skończyć, bo już się to po prostu we mnie nie mieści...
dzięki jeśli ktoś doczytał do końca

i przepraszam, że tak wpadam raz na jakiś czas i od razu takie kobyły walę, ale..tak jakoś wyszło
