T
tynka
Gość
Tez dostalam fakturke na 800 zl..... i tez szpital panstwowy


Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.

I jestem w szoku
Przy nie których opisach porodów śmiałam się, a przy niektórych poleciały mi łzy
Każdy poród był inny, jeden krótki, inny długi, lub mniej albo bardziej bolesny :-( Ale całe szczęście, że to już za nami. Została tylko jeszcze Marcela ;-) 
, opiszę swój poród.
Ale myślę sobie, że to pewnie znów fałszywy alarm i następny pojawi się w innym czasie. Ku mojemu zdziwieniu następne skurcze pojawiły się po 6 min. każdy
To już nie przelewki. Moja pierwsza myśl była taka, że o mały włos nie przespałabym porodu ;-)
O 1:38 obudziłam Maćka. Ten wstał zrobił sobie kawę i kanapki, a ja w międzyczasie poszłam pod prysznic umyć ciałko i włosy oraz ogolić sobie nogi, bo przecież dziecko musi zobaczyć ładną i pachnącą mamę, a nie taką z zarośniętą i z tłustymi włosami ;-) O godzinie 2:40 zadzwoniliśmy po Maćka brata, który pobił wszelkie rekordy w jeździe samochodem. Jak to nasza trójka, jadąc samochodem i czekając na przyjęcie w szpitalu opowiadaliśmy sobie jeszcze kawały, a mój syneczek wiercił się jeszcze między jednym skurczem a drugim
Parę minut po 3 byliśmy na izbie przyjęć. A tam oczywiście ta diabelna biurokracja. Rozwarcie miałam na 2 cm, a bóle po badaniu z 6 przeszły na 2-3 minutowe i tak już zostały. Na sali porodów rodzinnych wylądowaliśmy o 4:25 - dopiero. Całe szczęście tylko my rodziliśmy ;-) Położna podpieła mnie do KTG. Powiem wam szczerze, że skurcze miałam na 40 i miałam ich już dość. Nie wiem jak wy mogłyście wytrzymać te typowo parte
Jak zjawił się lekarz to zapowiedział, że z porodem możemy poczekać do godziny 7, ale w międzyczasie mają już powiadomić anestezjologa. Zapytano się mnie czy chcę być znieczulona ogólnie czy podpajęczynówkowo. A ja im na to, że chcę być świadoma tego jak rodzę, więc wybieram to drugie. Zbyt długo po KTG nie leżałam, bo znowu zaczęło mnie czyścić więc mnie odłączyli i już więcej nie podłączyli. po godzinie 5:40 przyszedł ginekolog i stwierdził, że rozwarcie jest na 4 cm, więc zaczynają mnie szykować do cesarki - kroplówki, jakieś płyny do wypicia, rozebranie no i oczywiście zdjęcie okularów
W trakcie przygotowań przyszedł anestezjolog ... murzyn
;-) Ale byliśmy zaskoczeni. Łamaną polszczyzną tłumaczył na czym polega znieczulenie i jakie później będzie moje samopoczucie. Położy rzeczy nie zrozumiałam, ale wszystko mi było jedno. Operacja zaczęła się o 6:00 a skończyła się o 6,16. To znaczy o tej godzinie urodził się Wituś 
Jeszcze na sali porodowej pokazali mi synka, ale ku mojej rozpaczy udało mi się zobaczyć tylko sine stópki i czarny łepek :-(, bo tylko tyle widziałam bez okularów :-( Synka zabrali do tatusia na mierzenie i ważenie, co Maciej skrupulatnie udokumentował kręcąc filmik jedną ręką a drugą pstrykając fotki
Witek dostał 10 pkt Aphgar i jest zdrowiutki
Zobaczyłam go w pełni dopiero po godz. 16 :-( jak przynieśli go do karmienia. A z tym karmieniem to koszmar - małemu zanikł odruch ssania, a ja z kolei nie miałam pokarmu. Praktycznie do końca pobytu w szpitalu mieliśmy z tym problem, ale teraz jest już zdecydowanie lepiej
;-) O rany, ale się rozpisałam
Sorki :-)
Jesteście wielkie 
A tak poważnie to ja cię podziwiam po cesarce i jak sobie dawałaś radę z bólem tych szwów
przecież to coś okropnego i trwa non stop, a skurcze raz są a raz ich nie ma ;-) 
ja tu mało orła nie wywinę, a ten mi tu 22%! Położna bada rozwarcie i tylko 3 cm... Krzysiek wyciąga z kieszeni malutką latareczkę którą dostał od Oli i mówi:" Daj, poświecę Ci między nogami, to może małe do światła przyjdzie.." Tak mnie rozśmieszył, że cały aparat zaczął wariować przez to, że się smiałam, a ja poczułam solidne "pufff.." w środku- to pękł pęcherz i odeszły mi wody. Położna przyleciała i opitoliła nas za "sztubackie zachowanie" (przez chwilę poczułam się jak uczennica która jest niegrzeczna na lekcjii) To mnie tak rozbawiło, że nie mogłam juz całkiem powstrzymać śmiechu- parsknęłam babie prosto w nos- troche się obraziła i poszła. Potem poszłam pod prysznic. No tam już skórcze były naprawdę solidne i po pół godzinie wyszłam, bo zrobilo mi się aż słabo. Potem poskakałam na piłce- potem Krzychu musiał nmie z niej ściągać, bo nie byłam sama w stanie z niej zleźć. Położyłam się na boku i tak zostałam juz do końca. Skórcze coraz silniejsze i częstsze, rozwarcie 6 cm. a ja czuję, że moje słonko odpycha się nogami do wyjścia a ja chcę przeć! Położna krzyczy- "jeszcze nie!" no to ja przy każdym skórczu wyję jak Burek do księżyca, żeby tylko nie zacząć przeć- Krzychu zaczyna mieć coraz większe oczy, bo tak mi dopinguje przy oddychaniu, że chyba sam zaraz zemdleje bo się przewentyluje. Położna wchodzi, patrzy na mnie i mówi: "no, jeszcze sześć, może osiem godzin tylko" O nie! Nie ze mną takie numery! Nie dość że skórcze, to jeszcze powstrzymywać parcie i to przez sześć godzin! Oszalała! Po któryms z kolei koncercie powstrzymującym parcie proszę ja żeby zbadała rozwarcie. 9 cm! No dobra, jak tak bardzo chcę, to mogę juz sobie przeć. Nareszcie! Nagle nazbierało się ludzi, przygotowują łóżko do porodu i przybiega lekarz, szamocząc się coś ze swoimi spodniami. Słyszę jak mówi, "Poczekajcie chwilę, bo coś mi się z tymi troczkami porobiło". I pobiegł zpowrotem- chyba do szatni
a mial byc na dwa dni
;-)