Powiem Wam, ze zawsze fajnie by bylo dostawac od niego jakies pieniadze, zeby w ten sposob odczul, ze ma dziecko-a nie ukrywajmy to krzywdzi ich chyba najbatrdziej hehhe wszystko inne przelkna. Jak sie z nim kiedys spotkalam, to dalam mu dziecko na rece, wozek zeby pchal, itd tak jak mam codzienny spacer to byl w takiej konsternacji...
Co do alimentow to dzisaj zaplaci, jutro mu sie przypomni, ze chce Ci odebrac dziecko, a pojutrze dziecko bedzie placilo na niego... Tak jak pisalam dobrze by bylo dostawac, ale jakim kosztem. Poza tym bardzo trudno jest odebrac prawa rodzicielskie, baardzo. Moj przynajmniej powiedzialby, ze wysylal mi pieniadze, ale ze to ja mu utrudnialam kontkty z dzieckiem itd itd i zaloze sie, ze prawa by dostal, poplakalby sie pewbie w sadzie twierdzil jak bardzo kocha dziecko itd itd, pewnie wspomnialby, ze kupil mu grzechotke hahahaha.
Ja chce, zeby moje dziecko miale "czyste" papiery nie zabrudzone takim czlowiekiem, a w miare uplywu czasu, zeby znalazl sie w nich ktos kto je pokocha, i bedzie wiedzial, ze dziecko ma wiele potrzeb, ze trzeba mu zapewnic godne i dobre zycie, a nie takie na "odczep sie" jakie proponowal moj byly.
Same widzicie co wyprawiaja, mowia, ze odbiora dzieci itd boicie sie, ze nie wroci ze spaceru, odkrecaja gaz, ja nie mam tego stresu, i wlasnie dlatego nie podalam go do sadu, zeby zyc normalnie.
Wlasnie dlatego podjelam studia, zeby zapewnic dziecku to co, najlepsze. Martwie sie tym co bedzie za pare lat, martwie sie nawet tym co bedzie jutro, ale wiem ze nie moge liczyc na jego pomoc, bo on mysli tylko o czubku swojego nosa, o tym, ze on sie musi teraz wyprowadzic, ze on musi sobie zycie uyloyzc, ze ON musi sie odbic od dna, o tym ze ON musi normalnie zyc i przy tym wszystkim ON nie ma pieniedzy na dziecko, bo przeciez JA mam, JA musze dac, "Jak to Ty nie masz?". Tylko, ze alimentow niestety wielkich nie dostane, mysle, ze 300 zl gora 400. Bez sens.