reklama

Opisy naszych porodów

Kamylka- czytałam z otwartym ryjkiem i zapartym tchem!! :szok::szok::szok: brawo dla Ciebie i Twoich Mężczyzn!!!!:happy::happy::happy:

Elwis- sorry- teraz to Kamylka zostaje CyberMamą i NadLudziem, zostalaś zdegradowana!!!!:-D:-D:-D

absolutnie nie mam nic przeciwko!!!!!!!!!! kopara mi opadła w trakcie czytania opisu kamylki i nie moge jej na miejsce wsadzic!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! o szok!!!!!!!!!!! duzo historii porodowych slyszalam, ale taka pierwsza!!!!!!!!:szok::szok::szok::szok::szok::szok::szok::szok::szok::szok:
 
reklama
Kamylka ... Jeteś SUPERWOMENKĄ :-):-):-)

Gratuluję jeszcze raz zimnej krwi , zdrowej córci i odwagi ...zryczałam sie jak bóbr przy twoim opisie :tak:
 
No to teraz ja.
Wszystko zaczęło się 12 lutego około 22. Jak zwykle twardniał mi brzuch więc nawet nie zwracałam na to uwagi. Ale po pewnym czasie zorientowałam się że to jakoś tak regularnie mnie łapie i troche boli. Zaczęłam liczyć te małe skurczyki no i tak najpierw co 7 potem co 5, 3 minuty. Poszłam do łazienki się wysikać i patrze a ze mnie wypłynęło sporo takiej świeżej krwi. No i w myśli miałam słowa lekarza mojego „ do szpitala zgłosić się jak będzie krwawienie”. Ponieważ to mój pierwszy poród wystraszyłam się już tego samego krwawienia. No i mówie Darkowi że jedziemy. Po pólnocy byliśmy w szpitalu. Przyjęli mnie na porodówke. Oczywiście ktg, badania. No i skurcze owszem są ale wszystko pozamykane. Różne zastrzyki, kroplówki, lewatywa i nic. Zero rozwarcia. Leżałam na porodówce reszte nocy, nie śpiąc. I tu przeżyłam pierwszy poród. Szkoda że nie mój. W tym czasie rodziła dziewczyna. Słyszałam te jęki, krzyki i widziałam łażenie po ścianach i po podłodze. Urodziła. Zrobiło się cicho ale sppać nie dało rady. Już byłam wystraszona. Tak na porodówce przeleżałam do 13-ego do godz. 13. Przenieśli mnie na patologie. Skurcze na ktg osłabły a mnie bolały bardzo. Bóle krzyżowe. KOSZMAR!!!! Nie mogłam ich wytrzymać nie rodząc więc w myśli miałam tylko „Boże jak to musi boleć jak zaczną się prawdziwe skurcze!!!” Poz tym byłam zła bo mój ginekolog, ordynator oddziału akurat na urlop się wybrał!!!! Tak to już w piątek bym była cięta!!! No i kolejny dzień...relanium, ktg, badania,masaż szyjki, płacz z bólu krzyża, brak snu. Znów pobyt na porodówce i znów kolejny poród.... nie mój L I tak do niedzieli. W nocy wyłam z bólu, sama chodziłam już po ścianach. A w szpitalu jedna odpowiedź „CZEKAMY!!!!” A ja już nie wytrzymuje. Gdybym miała nóż to chyba bym krzyż sobie wycięła. Przy każdym obchodzie nie byłam w stanie nic powiedzieć, ryczałam. Nadszedł poniedziałek. 3 dzień praktycznie bez snu. Znowy ktg, badania po których czułam się już jak prostytutka po setnym stosunku. Tak mnie już krocze bolało od tego. Masaż szyjki.Masakra. Dalej nic. Pobyt na porodówce i kolejny poród...nie mój. W końcu mając chyba już dość moich jęków i płaczu decyzja: tniemy! Ale to chyba bardziej dlatego że gin mój to ordynator oddziału. Jedna dziewczyna praktycznie w takim stanie jak mój męczyła się dalej przez dwa dni. Stałam wtedy z Darkiem na korytarzu a położna leci do mnie i mówi „szybko, idziemy ciąć” Jeszcze przede mną „wepchnęła „ się na CC jakaś dziewczyna ale tamten przypadek był pilny. No i podłąćzyli mnie do kroplówek, porobiono jakieś zastrzyki, lewatywa. Dalej wyje z bólu. W końcu na stół. Znieczulenie. Super sprawa. Tak mi się cieplo w nóżki zobiło. Powiedziałam tylko „nie wiem co to ale dajcie mi tego więcej” J Ból krzyża zniknął. To mnie chyba cieszyło najbardziej. No i tną a ja widze to wszystko bo odbija się w lampie J Gadam z anestezjologiem o pierdołach i czuje te fajne ciągnięcia. W końcu nagle słysze dwa krzyki krzyśka. Zabrali go. Po umyciu i mierzeniu pokazali mi go i zabrali na noworodki. A mnie zszywają. Potem na sale. I leżenie przez 24g. W tym czasie raz przynieśli mi malucha. Po 24 godz. wstajemy. Dałąm rade. No i od tej pory maluch bł ze mną. Musze powiedzieć że to było cholernie trudne bo rana boli jak nie wiem co a tu trzeba się zająć dzieckiem. Były chwile załamania.. Czasem mały aż zanosił się od płaczu. Czasem po dwóch godzinach takiej męczarni łaskawe panie przychodziły zabierały dziecko. Przynosiły dokarmione i był spokój przez jakiś czas. W piątej dobie wypisali mnie do domu. Tak bardzo nie chciałam tam zostać że nie powiedziałam że mam dreszcze i oblewają mnie poty. A okazało się że to wszystko przez....kupe J Zrobiłam i od razu wszystko przeszło. Jedynie ból głowy utrzymywał się przez 4 dni. Ale już przeszło w sumie.
Teraz w domku....jemy, śpimy i rośniemy J

Ps. Kamylka i tak Ciebie nikt chyba już nie przebije. Brawo za dzielność J
 
Kraf gratulacje. Byłaś bardzo dzielna!!!!.. strasznie się wymęczyłaś.. ech w zasadzie Cię wymęczyli.. z tym całym czekaniem i decyzją o CC:wściekła/y:
 
kraf83 oj współczuje u ciebie nie tylko wycieńczenie psychiczne, ale i fizyczne, współczuje przeżyć. ja na porodówce w ciągu 8h przeżyłam 5 porodów.
 
Rzeczywiście Kamylki chyba nikt nie przebije.

A ja się zastanawiam jak to jest z tym znieczuleniem. Kraf leżałaś całe 24 godziny? Ja urodziłam o 11:15 a o 19:00 tego samego dnia już z wyra mnie zgonili.
W ogóle to dobrze czułam się po tym znieczuleniu ( podpajęczynówkowe), nawet ból głowy mi nie dokuczał.
Chyba co organizm to inna reakcja na znieczulenie.
 
Kraf-strasznie Cię wymęczyli, dzielna kobitka jesteś, moje gratulacje.Kurcze co szpital to obyczaj, generalnie to po pierwszej dobie powinni Cię ciąć. :tak:
 
J dokładnie leżałam 24 godziny. Z czego po 6 można mi było pić wode. Miałam to znieczulenie podpajęczynówkowe. U mnie właśnie straszyli że jak podniosę głowę to będzie potem boleć. Więc tak 24 godz. leżałam. Widać co szpital to inaczej :/
 
Kamylka :szok: ja tez jestem w szoku. :szok: Gratuluje zachowania zimnej krwi i ciesze sie, ze wszystko sie szczesliwie zakonczylo, ja bym chyba byla sparalizowana ze strachu, gdyby mnie sie cos takiego trafilo :tak:
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry