Cześć Dziewczyny :-)
Wstyd się przyznawać ale zaglądam tu po raz pierwszy od 3 miesięcy

Końcówkę roku i teraz poczatek mam masakryczne w pracy. Reorganizacja goni reorganizację. A jeszcze mam przełożonych, którzy się szczerze nieznoszą i robią co moga aby dziłać na swoją szkodę

a nam zostaje lawirować miedzy nimi, koszmar po prostu.
My się od grudnia pożegnaliśmy z opiekunka, co skutkuje tym, że co dwa tyg młody jest na antybiotyku a ja na tyg zwolnieniu

aktualnie również



Najlepiej było w święta. W wigilię Maciek dostał gorączki (wczesniej miał katar), co jest o tyle nietypowe, że on raczej tak jak jego mama bezgoraczkowo choruje. bylismy w pierwszy dzień świąt na dyżurze w przychodni, to tylko wzmacniajace leki dostał, bo lekarka nic nie widziała. W nocy z sob na niedz (26.12/27.12) miał już 40 stopni. W niedz poszliśmy znów na dyżur i znów nic. Lekarka powiedziała, że nic nie widzi i że mamy jechac do szpitala, tam go zbadają. No więc ;pojechaliśmy. I zostaliśmy do sylwestra. Przy przyjęciu lekarka też nic nie zobaczyła. Ale zostawiła na obserwację i zrobienie badań. Następnego dnia na obchodzie gadzina się ujawniła. Angina na całego. Wyniki badań krwi wykazały olbrzymi stan zapalny (norma jest do 5 a Maciek miał 48

). Więc go co 8 godz szprycowali antybiotykiem, inhalacje dostał. I już we wtorek wrócił do siebie. Zaczął demolować szpital (ze szczególnym uwzględnieniem choinki). Nudził się przeokropnie. Ale wypuścili nas dopiero we czwartek z zapasem antybiotyku na następny tydzień. A po powrocie ze szpitala w sobotę u mamy ujawnił się rota, którym to z checią podzieliła się z młodym (od poniedziałku). Maciek miał w szpitalu robiony posiew z kału i nic nie wykazało, więc to ja musiałam go zarazić. Ale jest jeden plus tego wszystkiego. Po opowieściach znajomych o oddziałach dziecięcych przygotowałam się na spanie na podłodze ew. na krzesełku, a tu w szpitalu mieliśmy osobny (co prawda przeszklony)pokoik z łóżeczkiem i łóżkiem dla mnie. Że o umywalce nie wspomnę. Normalnie luksus ;-)
A tak poza tym, to nieśmiało planuję popracować na wiosnę nad siostrzyczką

. Na wiosnę dlatego, że nie chcę już mieć dziecka na zimę. Ostatnio przypłaciłam to depresją i dziękuję

. A tak będzie lato, to na lonie natury z dwójką może łątwiej będzie sobie poradzić ;-)
To tyle z wieści, co u mnie. Niestety nie zdołam nadrobić nieobecności, więc postaram się czytać na bieżąco. Ale że w najbliższym czasie mam obronę mgr, to moge znów trochę się zapóźnić.
W każdym razie uściski dla wszystkich wspaniałych mamusiek pażdziochów :-)