Hej :-)
Mi się dziecko tfu tfu (odpukać) chyba naprawiło i dziś obudził się o 7. To chyba dlatego, że dodałam kaszki zamiast do porannej butli to do nocnej.
O 9 przyszła opiekunka, a ja w autko i cyk do kumpeli, wybierałyśmy wspólnie logo dla jej firmy. O 13 byłam już w domu

Teraz niania dopiero we wtorek, a ja wtedy do fryzjera. Mówię Wam, odżyłam, a do tego mam więcej pomysłów i ochoty na zabawę z Hubciem :-)
Co do odkurzania to powinnam codziennie przy tych moich łachmytach sierściuchach. To chodzące piaskownice są. Ale mi się nie chce. Więc sprzątam jak już mi się niedobrze na ten widok robi.
Ale ja odkurzać w sumie lubię za to nienawidzę wycierać kurzy z półek, telewizorów i innych bibelotów. Krew mnie zalewa jak mam to robić.
I ślub...
Na początku napaliłam się z przygotowaniami, a jak przyszło co do czego to byłam wściekła, że wogóle na to się zdecydowałam. Przerosło mnie to i pod koniec miałam ochotę cały ten cyrk odwołać i wyjechać gdzieś daleko. Tak samo mam niestety z chrzcinami. Najchętniej wziełabym chrzestnych i ochrzciła w malutkim kościółku, a reszta dowiedziałaby się po fakcie...
Ale by była afera ! Już słyszę te komentarze i "wesołą" minę teściówki hehe
