hej dziewczyny
sory ze tak wystapie w roli adwokata diabla, ale pytam z ciekawosci nie ze zlosliwosci - czemu wy siedzicie w domu na L4, macie jakies problemy czy w polsce to standard? bo jak tak czytam, to wychodzi mi, ze 90% ciezarowek jest na zwolnieniu czyli teoretycznie w tych 90% przypadkow lekarz uznaje, ze praca zagraza ciazy, w co mi sie do konca wierzyc nie chce.
w anglii zwolnienie daja w wyjatkowych przypadkach, ja nie dostalam nawet po tym jak krwawilam, bo nie bylo zagrozenia. lekarka powiedziala, ze do pracy w biurze moge sobie spokojnie isc, co innego jakbym pracowala np. w fabryce. inna sprawa, ze zwolnienie do tygodnia wypisuje sobie sam pracownik, wiec jak sie jednorazowo zle poczuje, to nie ma sprawy - dzwonie i mowie, ze mnie nie bedzie.