Oto historyjka- przypomniało mi to sie w związku z
Sariskowymi wytworami z gazet.(oczywiście mam nadzieję,że
Sariska sie nie pogniewa

za te skojarzenia

)
Otóż moja sis ,będąc młoda nauczycielką na rubieży (czyli w naszej rodzinnej zbiorczej szkole gminnej

) dostała zaszczytne zadanie,aby przygotowac stoisko świadczące o tym,że wieś tętni zyciem społecznym i kulturalnym.Kazda wioska miała takie stoisko przygotować,bo jakas wizyta rządowych oficjeli miała być.A więc siostra ambitnie wzięła się do dzieła- namówiła Koło Gospodyń,aby zrobiły smalec i upiekły chlebki.a ona wymysliła sobie,ze pokaże twórczośc dzieci.To miały byc koraliki z pasków gazet- widziałam gotowe dzieło i faktycznie zaskakująco fajnie to wychodzi.W tym celu cały wieczór darły z mama gazety na paski,żeby dzieci miały gotowy materiał- jak przyjadą oficjele,to dzieci będą sobie z zapałem robić piękne koraliki.Na drugi dzień ustawiono stoiska- każda wioska cos tam wystawiała- a to hafty krzyżykowe,a to wyroby z wikliny itp.Na stoisku siostry piętrzyły sie pachnące kromki chleba i słiki ze smalcem.Dzieci pięknie wystrojone siedziły i czekały,az zjawi sie delegacja,żeby przy nich te koraliki robic.niestety,delegacja,jak to delegacja,spóźniała się.Inni nauczyciele,ktorzy opiekowali sie tymi innymi stoiskami ,wpadali do siostry w odwiedziny,oczywiście każdy chwycił kromke pysznego chlebka ze smalcem.Dzieci znudzone gdziessię rozlazły.Jak wreszcie oficjele przyjechali,to na stoisku wsi gminnej stały puste brudne słoiki po smalcu i sterta podartych gazet...chyba nie musze dodawac,jak "szczęśliwa "była dyrka szkoły i jak siostrę od tego czasu "lubiła"

