Hej,
Natolin, masz rację - byłabym głęboko nieszczęśliwa, gdyby mojego męża łączyły z jego matką tak zażyłe stosunki jak mnie z moją.
Kahaaa, powodzenia! Na pewno wszystko będzie dobrze.
Co do sprawy małej Madzi, to ja też jestem w wielkim szoku. Początkowo nie podejrzewałam, że to wszystko blef, ale kilka dni temu poczytałam komentarze internatów i ogarnęły mnie wątpliwości. Ludzi pisali, że gdyby jakiś facet chciał porwać małe dziecko i zaatakowałby matkę, to zabrałby je z wózkiem, bo raczej ktoś zauważyłby faceta niosącego dziecko w różowym kocyku. Może nie podejrzewałby go o porwanie, ale po prostu taki facet rzuciłby się w oczy.
No nic, nie chcę pod niczyim adresem fałszywych oskarżeń wysuwać, ale obawiam się, że ta pani nie powiedziała jeszcze całej prawdy... Niestety brak ciała uniemożliwia określenie prawdziwego powodu śmierci dziecka, o ile ono naprawdę nie żyje, bo nie można jeszcze wykluczyć np. sprzedaży dziecka, co byłoby chyba w tej sprawie najszczęśliwszym zakończeniem... Doris, maleństwa na pewno nie rozszarpały jakieś zwierzęta, bo wtedy kurteczka i kocyk byłyby poszarpane, nie wspominając o śladach krwi. Poza tym nie chce mi się wierzyć, by jakieś bezpańskie psy tachały ciało do jakiejś odległej kryjówki. My z mężem rozważamy dwie wersje - matka przez pewien czas po rzekomym porwaniu ukrywała martwe ciałko w domu, a kiedy zaczęło się rozkładać i wydzielać wiadomy zapach, zabrała je i zaniosła tam, gdzie znaleziono kurteczkę. Czytałam gdzieś, że kurteczkę czuć było rozkładającymi się zwłokami i to by tłumaczyło tę wersję. Potem mogła wrócić i samo ciało wrzucić np. do wody. Gdyby dziecko leżało tam od razu po śmierci, to w takie mrozy ciało raczej nie zaczęłoby się szybko rozkładać. Druga wersja jest taka, że matka powiedziała komuś o tym, co zrobiła i ktoś wrócił tam, gdzie ukryła ciało i je pogrzebał. No ale to takie gdybanie. Zbyt wiele tutaj niewiadomych. Mam nadzieję, że ta sprawa szybko się wyjaśni. Może naprawdę był to nieszczęśliwy wypadek, ale czemu babka nie zadzwoniła po pogotowie, po męża, matkę, nie wybiegła na klatkę schodową? Choć ponoć w szoku ludzie robią różne rzeczy. Obyśmy poznali prawdę. Kobieta strasznie wtopiła tym, że zaaranżowała porwanie, bo ludzie czują się po prostu oszukani...
A mi się w związku z tym nasuwa jeszcze jedna refleksja. Mianowicie na temat tego, jak łatwo w domu o wypadek... Czasem naprawdę człowiek stara się jak może upilnować dziecko, a dochodzi do tragedii...
A i jeszcze jedno, Rutkowski jest może świetnym detektywem, ale robi z siebie gwiazdę kosztem tej tragedii. Moim zdaniem nie powinien był oddać nagrania z zeznaniem matki mediom. Na szczęście wydaje mi się, że media zachowują obiektywizm i nie robią z matki morderczyni, przynajmniej na TVN24.