heja z wieczora. w pracy mlynek.. czuje uroki bycia szefem... zwlaszcza ze od 5h po poludniu bylam JEDYNYM szefem.... a klientow mamy takich ze prawie im wpierdziel spuscic coniektorym.... ehhhhhhhh ludzie... ogolnie full roboty ale przynajjmniej mi dniowka leci szybko i mam nad soba tylko 2 osoby

no i wladze -nie cierpie rozkazow a tu moge teraz ja rozkazywac i to mi sie podoba. najbardziej mnei wkurza dbieranie glownego telefonu... po jakie glupoty ludzie dzwonia to mozna sie chlastac.... masakra.... ogolnie puki co daje rade, czasowo sie wyrabiam ( 5 min spoznienia -ale to z winy klientow ze na czas sklepu nie opuscili i trza czekac...) no i ogolnie robota sama w sobie... wazne ze daje rade.
w czwartek wieczorem jedziemy na spotkanie biznesowe wiec sie troche odstawie lepiej a coooo

dyro mnie zabiera i potem odwiezie razem z moja szefowa wiec spoko. bedzie o biznesach ale i zarcie i picie

)) rok temu po takim spotkaniu bylam niezywa hehehe

w kazdym razie atmosfera jest fajna i sie poznaje same szychy
poza tym Leane dzisiaj dala pospac do 8.40 wiec spoko

) dala rano popalic ze szok. lobuzuje jakbym miala 5 dzieci wdomu... jak w nie energia wstapi i ma powera to lata jak odrzutowiec.... i z tych malych silnych lapek musze wyrywac rozne rzeczy...
dzis wieczorem zjadla ladnie risotto a jak przyszlam z pracy to zrobilam sobie kanapki i salatke z pomidorow to zawolala o pomidorka ( alez prosze bardzo!!! tego nei odmowie) i chciala chlebek z szynka ode mnie, tatus powiedzial NIE ze juz pojadla itp i wystarczy, to ona wyczekala az tatus sie odwroci i mi ryp kanpake z talerza i uciekal do pokoju swojego

))))) tatus nie zakmal ze porwala kanapke hehehe

usmialam sie sama do siebie

))