reklama

Październikowe Mamy 2010

Moriam współczuję

mała_mi88 nieciekawa sytuacja...aż chciałoby się stamtąd uciekać...

okropne jest to że te ostatnie tygodnie powinny Wam mijać na samych przyjemnych rozmyślaniach o maleństwach a nie na stawianiu czoła kolejnym przeciwnością losu...ehh..
 
reklama
Mała_mi88 współczuję tej sytuacji i atmosfery w domu. My z M. mieszkamy u moich rodziców. Będziemy tu do końca lutego. Ale jak na razie nie było takich scen jak u Ciebie. Dokładamy się do jedzenia. Ja gotuję tak często jak mogę i moi rodzice są wniebowzięci, że mają gotowy obiad jak wracają z pracy. Albo musicie z nimi poważnie porozmawiać albo ewakuować się jak najszybciej. Wiadomo, że zawsze lepiej osobno mieszkać i dla rodziców i dla Was ale póki taka sytuacja u Was jest to trzeba to jakoś rozwiązać. Ty potrzebujesz teraz dużo spokoju a nie ciągłych dąsów i kłótni.
 
My też moglibyśmy dokładać się do jedzenia, robić wspólne obiady ale przecież teściowa już na początku powiedziała- żywicie się na własną rękę, kupujecie sobie co chcecie do jedzenia, tak więc- tak robiliśmy i nagle jej zaczęła przeszkadzać zajęta półka w lodówce. A po drugie teściowa jest leniwa i nawet nie robi obiadów, co któryś dzień jej się zdarzy zrobić. Dlatego w tym mieszkaniu każdy sobie gotuje, bo przecież to że ona nie chce jeść nie oznacza że inni też nie mają.
Mnie to aż wczoraj mój tata ochrzanił że tak powiem, że mam tam jeść, bo w ciąży jestem a ja przez dwa dni prawie nic w ustach nie miałam,ale ja się po prostu bałam że teściowa zaś coś wypomni. Dzisiaj z mężem zrobiliśmy kluski śląskie i odgrzałam roladę i modrą kapustę która mama moja nam zapakowała ostatnio do słoików.
Tak samo jak chodzi o rachunki, kiedy mąż powiedział że niech podzieli rachunki na ilość osób to było jedno wielkie NIE. Dzisiaj mamy zamiar do nich podejść do pokoju, bo potrzebujemy dokładny metraż tego mieszkania a potrzebne to jest do tego wniosku co składamy o mieszkanie.

Teraz to ja już nie wiem gdzie zameldować małego, czy u mnie czy u G.
 
Irytujące jest to że mimo iż z Twoich postów ewidentnie widać że teściowie mają "ale" jednak najwyraźniej nie widzą powodu do szczerej rozmowy. A może Wy byście zaczęli? Bo tak jak teraz to ciężko Wam będzie tam funkcjonować. Może usiądźcie z nimi wieczorem i zacznijcie rozmowę (najlepiej żeby zaczął Twój mąż - w końcu to ich syn) i najlepiej powiedzieć o wszystkim, że chcecie ustalić rozwiązanie wszystkich drażliwych spraw typu posiłki, rachunki...
 
No nieciekawe te sprawy rodzinne... Ja jestem wychowana w domu w którym mama tez nie gotowała, tzn jak byłam bardzo mała to tak, potem coś "domowego" podrzucały babcie ale tradycyjnych domowych obiadów w wydaniu mamy to ja nie pamiętam bo miała i ma taka pracę, która na to nie pozwalała, jestem więc przyzwyczajona do tego ze kazdy do jedzenia robi sobie co chce i kiedy chce i u nas jest bardzo podobnie - jak gotujemy to raczej wspólnie w ramach rozrywki i w sobote/niedziele i zazwyczaj jest tego na cały tydzień w pudełkach w lodówce lub zamrazalce, u nas z jedzeniem nigdy nie było problemu więc ciężko mi zrozumieć że o jedzenie czy miejsce w lodówce moze byc taki spór, no ale u nas raczej kazdy swoimi ścieżkami chodzi bo tylu indywidualistów że byśmy sie wyzabijali gdyby ktos komuś cos narzucał...
Mysle tak jak Alicja, zeby zrobić jeszcze jedno podejscie do rozmowy z teściami i ze powinien zacząć mąż, moze nawet sam sie do nich na tę rozmowę wybrać, bo jeśli jest jakies ewidentne "ale" do Ciebie to z nim moze mamuśka pogada. Moze niech zrobi jeszcze jedno podejscie z rozliczaniem kosztów ze będziecie dzielić bo może nagle mamuśce sie odmieniło i teraz by chciała takiego podziału rachunków a nie chce sama o tym mówić i stąd te fochy. Ciężko kobite wyczuć, ale bardzo często jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kase, do tego ludzie mają niesamowitą tendencję do motania i mieszania i z prostych rzeczy robią nie wiadomo co bo nie potrafią wprost powiedzieć np "dzielmy rachunki i płaćmy wszyscy". Ja np w takiej sytuacji od początku bym nalegała na takie rozwiązanie ze wszyscy płacą nawet gdyby teściowa sie zapierała, ja bym jej grzecznie "ależ mamusiu my płacić też będziemy, przecież tu mieszkamy więc jak to tak..." i tym sposobem bym swoje przeforsowała a jakbym problem miała to co miesiąc mamuśce jakis kremik albo perfumy w ramach tych rachunków bym kupowała coby kobita nie chodziła naburmuszona. Bardzo czesto problem finansowy powoduje konflikty i mysle ze o kasę własnie tu chodzi, tylko szkoda że nie mówią tego wprost bo by sie to prosto rozwiązało zaoszczędzając wszystkim nerwów.
 
Moriam współczuję całej tej sytuacji. W ogóle niektórzy nie szanują pracy. Jak tak dalej będą robić to pracy nie będą mieli wcale. Mam nadzieję, że jakoś uda Wam się z tym remontem.
Mała_mi najlepiej postaraj się nabrać dystansu do tego co Ci nie odpowiada i po prostu traktuj teściów jak powietrze. Może wtedy nie będziesz się denerwować. My też mieszkamy z rodzicami (moimi) i korzystaliśmy z wspólnej kuchni, ale obiady gotowaliśmy różne. Mojej matce też zaczęło przeszkadzać, że nie ma garnków albo wolnego palnika więc zrobiliśmy sobie taką pseudo kuchnię na górze i teraz jest spokój.
 
Mala_mi- a moze tesciowa liczyla jednak na to ze sie jej w jakis sposob odwdzieczycie ze mozecie u nich mieszkac, moze nie chciala kasy za rachunki, ale zeby jej to w inny sposob zrekompensowac, albo ze pomimo jej "nie" jednak wykarzecie sie inicjatywa i sami z siebie kilka zloty wrzucicie do domowego buzdzetu, lub ze wasza polka w lodowce bedzie inaczej wygladala

Ja tez nie gotuje obiadow codziennie, ze wzgledu na Zosie musze cos tam ugotowac, ale sa to proste nie wymyslne rzeczy, a typowe domowe obiadki to robi tesciowa i nie powiem Zos czesto korzysta z tego, a ja moge radosnie jesc mroznki wtedy:)

Moriam- moze sie to wszytsko jeszcze pouklada po mysli, teraz robotnikom "wali w beret" bo roboty maja multum i moga sobie przebierac, a ty im nic nie zrobisz..
 
reklama
nadrobilam was w koncu. MALA MI - dziewczyny dobrze radza, na sile chocby ale sprowokowac rozmowe z tesciami, niech twoj maz zainicjuje.przeciez taka atmosfera gdzie wszystko wisi na ostrzu siekiery to nei do zycia... sam stres i nerwy nie sprzyjaja. na twoim miejscu mimo wrczenia tesciowej robilabym obiad i kladla rzeczy do lodowki bo nie jestescie zwierzetami skazanymi na miske ktora ktos wam poda tylko ludzmi ktorzy maja prawo bytu. ty jestes w ciazy, powinnas jesc i dbac o siebie. wiadomo ze w tej sytuacji "siekiery w powietrzu" nawet sie nie chce jesc ale z drugiej strony trzymac np szynke w pokoju nei w lodowce to przechodzi ludzkie pojecie! zycie na kanapkach tymbardziej w twoim przypadku to nic dobrego. sprobujcie z nimi -tesciami usiasc i pogadac ze macie dosc takiego traktowania szczegolnie ciebie i ogolnie tej ciezkiej atmosfery.

poza tym melduje sie poslusznie ze zrobilam prasowanie!!! prawie 4h mi zajelo!!! plerki mnie bola i stopy od dreptania przy desce do prasowania... 31082010044 (Medium).jpg a to dedykacja dla DAWIDOWE ktora nei wierzyla ze dokonam tego czynu hahah:)))
podkreslam ze to TYLKO to co od 0-3mc bo reszta na troche pozniej jeszcze nieodmetkowana i nieodpakowana. najwiekszy swir to bylo body i kaftaniki zawiazywane "kopertowo". myslalam ze zima mnie zastanie przy tym i skaldaniu tego....

poza tym dzisiaj zas mialam napad wyjca i wylam, stres jakos sama sobie wkrecam i wyobrazam najgorsze (wlasnei z meiszkaniem czy je dostane przed porodem) a jeszcze nei zapadla zadna decyzja na NIE a ja juz przezywam...

wlasnei slucham pioseneczek dla mojej niuni, kupilam plytke cd i trza bedzie sie nauczyc spiewac:))) ogolnie postanowilam ze od urodzenia dziecko bedzie dwujezyczne tak jak ja (tzn zeby gadala w dwoch jezykach jak zacznie mowic i rozumiec) i wlasnie musze nadrobic polskie kolysanki (wlazl kotek na plotek -tyle znam buhahah) i francuskie tak samo. wlasnie tych ostatnich teraz slucham i nawet ladne sa:)))
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry