Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij



Ale jeśli coś usłyszę to dam ci znać. 




nie wiem czy wspominałam, ale jednak wykryto u mnie paciorkowca
położna robiła wszystko, żeby zminimalizować ryzyko zakażenia się dziecka (dostałam antybiotyk, nie przebiła pęcherza płodowego tylko czekała, aż wody same odejdą). Czułam się spokojna, bo wiedziałam, że nie bagatelizują sprawy i udało się uchronić małego przed tym świństwem :-)
Po porodzie trochę za szybko przenieśli mnie na oddział, ale był duży ruch w interesie, więc to pewnie z tego wynikało :-)
zmęczona i obolała z trudem zajmowałam się synkiem. Niestety nocna zmiana pielęgniarek niespecjalnie miała zapał do pracy
za każdym razem, gdy szłam do wc i musiałam zostawić im dziecko pod opieką, miałam wrażenie że im przeszkadzam
koleżanka z sali miała problemy z przystawianiem dziecka do piersi i „w ramach pomocy” usłyszała że to nie ich problem i musi sobie radzić sama – w domu przecież nie będzie miała pomocy
na szczęście kolejne zmiany były już naprawdę super :-) na spokojnie pokazały nam jak karmić, przewijać, ubierać itp. – i to nawet bez proszenia. Dokarmiały mojego małego z butelki, co dało mi chwilę wytchnienia a ostatniej nocy zabrały na 3 godziny, żebym odpoczęła przed wyjściem do domu :-)
ale ogólne wrażenie całkiem dobre 

Rozumiem, że mały nie załapał paciorkowca.
Jednakże, bez względu na to jak kobieta rodziła, to i tak musi mieć wewnętrzną siłę by sprostać takiemu zadaniu jak opieka nad noworodkiem ;-)



a także o wpisiki na stronce.... byłybyśmy niezmiernie wdzięczne ;-)
2 dnia zabrali dziecko na inny oddział, podłączyli do kroplówki i miała spędzić tam co najmniej tydzień :-( dodatkowo przy tej infekcji traci się często wyjątkowo dużo krwi przy porodzie i tej dziewczynie musieli ją przetaczać. więc zdaję sobie sprawę, że mieliśmy z Szymkiem dużo szczęścia :-) a opieki nad maluszkiem po cc sobie nie wyobrażam :-) kobiety to jednak wyjątkowo silne i wytrzymałe bestie 
