Wrocilam...
Ten 12 tydzien zaczal sie nie specjalnie...
Poszlam rano do gina a on wczasie badania do mnie "Ewa ty plamisz..." a na jego rekawiczce sluz zabarwiony na kolor nawet nie wiem dokladnie jaki... borowy, bezowy cos w tym rodzaju... Ja rano myjac sie nic nie zauwazylam, na bieliznie tez nic nie mam... Nie jest to duze plamienie ale jest...
Poplakalam sie strasznie juz u niego w gabinecie, jadac do domu plakalam cala droge a gin przeciez kazal mi byc optymistka...
Pocieszal mnie jak mogl... Wszyscy mnie pocieszaja i mowia ze bedzie wszystko ok... Musze to wierzyc...
Teraz musze lezec, mam przepisany Duphaston 4 razy po 1, Diphergan 2 razy 1 i Kaprogest w zastrzykach 10 szt. co drugi dzien...
Tesciowa przychodzi mi je robic i ma zdawac relacje mojemu ginowi czy leze, bo powiedzial mi ze jak nie bede lezec to wezmie mnie do szpitala
Z moim Adasiem trudno mi lezec ale tesciowa mi pomaga a od poniedzialku przyjezdza moja mama...
Wszystko zniose, ale zeby tylko wszystko bylo dobrze...
Aha i jutro na 11 ide na usg zeby sprawdzic sytuacje...
Dziewczynki trzymjcie za mnie kciuki...
Bardzo sie boje...