No to ja pierwsza chyba odpowiem na pytanie, dlaczego mi sie przytrafialo :-)
Z jakims z poprzednich partnerow to bywalo. teraz juz nie.
Jak piszecie, czlowiek to nie maszynka. Pomimo tego, ze nigdy nie mialam problemow z orgazmem, to wiadomo, ze czasami miewa sie gorszy dzien. Ni i raz na jakis czas nie bylo "fajerwerkow'. Mhm... wszystko wydaje sie ok., bo generalnie bylam zadowolona i szczesliwa. Ale... facet mial jedna "przypadlosc'. Mogl wlasciwie nigdy nie konczyc. Chcial godzine, to bylo godzine, chcialby dwie , to pewnie bylyby dwie bez przerwy. Generalnie dlugosc jego stosunku byla uzalezniona od mojej ilosci jekow i stekow ;-)
No to co?? Milam chlopu mowic: koncz, bo dzisiaj nie moj dzien??
Jakos zreczniej mi bylo poudawac te kilka razy :-) Wszyscy byli zadowoleni.