WITAJCIE KOCHANE
Jestem juz w swoim pokoiku na stancji. Puścily wreszcie wszystkie nerwy i poczułam mega zmęczenie. Pisze do was i ide spac bo padam. Jeszcze w Gliwicach dostalam od pielęgniarek cos na uspokojenie nerwow, bo tak balam sie ze nie zdążymy na czas. Dobrze, że Marcin był już w Poznaniu i wraz z pania sekretarką od prof dali radę. Wydzwaniali do dyzpozytirni lotów, erek, a takze po oddzaialach szpitala u siebie z prośbą aby personael zaczekal na nasze badania potrzebne do operacji. Mieliśmy spooore opuznienie, ale przyjęto nas bardzo cieplo i nikt nie mowiłm o jakichkolwiek problemach.
Zaskoczono nas "naszą sławą"...bo pytano czy to my, ci, których tak prasa i media wspierają i pomagają. A i owszem, zwłaszcza, ze ludzie z Poznania zrobili kilka akcji na rzecz krwi dla małej, o której dowiedzialam sie tu na miejscu. Teraz wiem, skąd ten rozgłos he he. To dzięki takim akcjom nikt nie dał nam odczuć, że tak pozno musiano nas badac he he...pięknie.
W Gliwicach stworzyla sie niesamowita atmosfera, wszyscy mielismy wspolny cel, alez czlowiek sie zżył po tym wszystkim. Kazdy kibicuje Mai.
Operacja tak jak napisala Doris(moja kuzynka) jutro rano od ok 8.30 -13.30 lub dluzej. Bedzie tez pani redaktor z Faktu...to jakos minie nam ten czas.
Nerwy siegają zenitu. Na jutro garsc tabletek rozluzniających. Proszę o modlitwę.
Boimy się, dociera do na, ze Maja przyjehala tu na swoj wyrok!!!
OK, Doris stresci wszystko...tymczasem kochane...idę spać...