Madziu, domyślam się, jak się przestraszyłaś tych duszności u małego, jak sobie przypomnę te wziewy, sterydy, leki ... achhhhhhhhhhh... Dbaj o Filipka, musi się wykurować do waszego wyjazdu. No i gratuluję Ci kochana tego prawka - pamiętaj, w UK jeżdzimy lewą stroną! Apropos - jak mnie wuja przewiózł tam po rondzie, to łapałam się za głowę, że jeżdzimy ostro pod prąd he he.
Ale do wszystkiego mozna przywyknąć. Teraz dreptam za Marcinem do kierownicy he he.
Po powrocie tutaj, taka piękna pogoda, że chciałoby się siedzieć tylko nad wodą. Najpierw jednak wzięłam się za totalne porządki: pomyłam okna, wypralam wszystko co sie dało, aż zachciało się większych zmian w mieszkaniu, już planuję małe malowanko.
Byłam też na cmentarzu. Podczas mojej nieobecności postawiono dziewczynkom pomnik. Ciężko jest tam stać...wraca każda wspólnie spędzona chwila z zeszłego roku, tego samego miesiąca...bo zaczęły się nasze pierwsze spacerki, a to dopiero było wydarzenie. Butla z tlenem w koszyku wózka, pod kocykiem pulsoksymetr monitorujący parametry życiowe Mai...achhh...czasem nie potrafię w to uwierzyć...a jednak wciąż boli.
Właśnie wrócił M, chyba wybierzemy się rozglądnąć za ciekawą farbą.
Pozdrawiam Was dziewczyny. Czerpcie ze słoneczka. U nas zrobiło się burzowo...kurcze no, a chciałam się poopalać.
Do usłyszonka cioteczki. Pa