Napiszę jak było u mnie, bo później już nie będę pamiętać i całe szczęście

Rodziłam na brochowie. A jak się zaczęło już piszę.
Więc w poniedziałek minęły wszystkie dolegliwości. Ale co mnie nie pokoiło to to że nie czułam ruchów małej, były jakieś tam na wieczór. Przez cały dzien myślałam o tym, potrząsałam brzuchem i nic. Stwierdziłam, że na następny dzien pojadę jak nic się nie zmieni na izbę bo gina i tak miałam umówionego po skierowanie.
Położyłam się spać. Rano Marek mnie obudził, troche pogadaliśmy przed wyjściem do pracy. Stwierdziłam, że czas na "obchód", czyli najpierw toaleta. Poszłam na kibelek i... coś się leje- krew. No to mówię do Marka, że do pracy nie idzie. Była 6:30. Marek juz chciał jechać, ale kazałam mu czekać. Zjedliśmy śniadanie, dopakowałam parę rzeczy, wygoniłam go do sklepu po lody i o 9 pojechaliśmy. Po jakiś 10 min byliśmy na miejscu. Na izbie pełno kobitek ze skierowaniami, jedna w ciązy. Zaraz przyszły dwie kolejne, a babka z IP mówi do kogoś, że jest juz 18 rodzących przyjętych i nie ma miejsc

! Pyta się kto ma skierowanie, a że nie miałam, to popatrzyła na mnie jak na intruza. Mówię do niej, że wody mi odeszły. I tak czekałam na swoją kolej do 10

. Później załatwianie formalności na IP, stwierdzenie, że mam pierszeństwo (!) i na porodówkę. A Markowi nie powiedzieli, gdzie mnie zabierają

!
Na porodówce od 10:30 jestem podpięta pod ktg i mam rejstrować ruchy małej, ale sie nie rusza. O 11:30 przychodzi lekarz na badanie. 5 cm rozwarcia i prawie bez skurczy. Ponieważ wody były zielone, to odłączyli mi oksy

Przez 3 godziny miałam skurcze co 3 min i były tak mocne, że między nimi zasypiałam z wycięczenia. Na szczęście miałam starzystkę pielęgniarstwa przy sobie

Przed 15 kolejne badanie. Rozwarcie 5 cm ! Prawie nic nie drgnęło, a ja już nie mam siły. Po tym badaniu spadło mi ciśnienie, a następnie skoczyło. Podobnie małej tętno, bo widziałam na aparacie spadło jej poniżej 90, a później skoczyło do 180. Starzystka zawołała lekarza i położną i pytają sie czy wyrażam zgode na cc, bo nie ma sensu mnie męczyć, jak mała ma problemy. I pojechałam na blok. Tam żartowałam cały czas z anestezjologiem (ciekawe co oni biorą,

) Mała urodziła się o 15:20. Widziałam wszystko w odbiciu lampy. Dostała 9 pkt, za kolor skóry jej odjęli, bo była niedotleniona.
A później chwilę byłam z nią i pojechałam na salę pooperacyjną do następnego rana. Rano przenieśli mnie i dwie pozostałe po cc na ginekologię, bo na położnictwie nie było miejsc

! Ale po 15 po wypisach już byłam na właściwym oddziale. Dostałam salę dwuosobową i już mogłam byc z mała cały czas:-).
Ogólnie nie było tak źle. Ale: nikt nie pokazał mi jak ja przystawić, na szczęście szybko obie załapałyśmy o co chodzi, nikt nie pokazał mi jak ja kąpać, przebierać i takie tam podstawy. A z bolącym brzuchem było trochę trudno. Do tego moje obawy czy dam sobie radę zwiększyły się w nocy, jak cały czas ja karmiłam i przysypiałam nad nią

. Musiałam oddać ją na dokarmianie, bo mój pokarm po dwóch dniach bez jedzenia, to była prawie sama woda. No i sanitariat jak na dworcu

.
A z miłych rzeczy: ginekolodzy i pediatrzy i niektóre położne opiekujące się pacjętkami i dziećmi, salowe, paczki dla dziecka i matki z poradnikami i próbkami.
Na wypisie ze szpitala jest napisane: ciąża przeterminowana, zagrażająca wewnątrzmaciczna zamartwica płodu.
Na szczęście o bólu po mału zapominam. Moje małeszczęscie coraz ładniej je i przesypia od 1 do 4 h.
Jedynie jeszcze brzuch czasami zakłuje tak mocno, że nie mam sily wstaż z łózka i to, że mam zmasakrowane brodawki i krew z nich leci. Jutro kupuje nakładki i będzie juz dobrze. I jutro przyjeżdża moja mama na parę dni do pomoc:-)