tak to właśnie jest- niestety. ja też miałam już tak wszystko niezbyt, że przestało mnie interesować cokolwiek :-( chwilami nie miałam ochoty podnieść zadka z łóżka, pozmywać, czy nawet ugotować

nie chciało mi się iść do sklepu, nic nie robiłam- usiadlam i wyszywałam, żeby się oderwać od rzeczywistości. potem do mnie dotarło, że zachowuje się, jakbym się czymś zatruła- nic mnie nie cieszy, nic mi się nie chce, na wszystko odpowiedź "daj mi spokój", wiecznie takie wewnętrzne zmęczenie... powiedziałam dość- zaczęłam dietę, przestałam liczyć dni cyklu (sprawdziłam wczoraj na suwaczku dopiero- tak bym nie miała pojęcia ;-) ) i jest mi lepiej

skupiam się na tym, żeby mi było dobrze, a nie na tym jak się zdołować i jeszcze sobie dokopać

bo tak to było- sama sobie wymyślałam, że jestem taka i siaka i jeszcze się dobijałam.
nie powiem, łapią mnie chwile zwątpnienia, że nigdy mi się nie uda, ale to jest chyba raczej nieuniknione dla każdej kobiety, która chce miec dzieci

taka już nasza karma- wiecznie coś. dlatego lepiej ustawić sobie życie tak, żeby zauważać wszystko inne, dobre i na tym się skupiać. po prostu odwrócić myślenie.
ja wiem, że np. nowy odkurzacz nie zastąpi dziecka, ale jak się pomyśli- o, mam nowy odkurzacz, jest super, cichutki- jak wkońcu będę mieć dziecko to będzie w sam raz. a jak do tego czasu się zepsuje, to kupię taki sam

i tak się będzie myślało o dziecku, i tak, więc chyba najlepszym sposobem na koniec walczenia ze swoją psychiką jest odwrócenie myśli. we wszystkim pojawi się wizja dziecka.
teraz układam wszystko w ten sposób- inwestuję w sprzęty i takie tam. z myślą o sobie- że mi będzie łatwiej np. odkurzać, myć, sprzątać, czy gotować. nie myślę już- po co to mam kupić/robić? dla kogo skoro dziecka nie mam? ale mam mężą, no i mam siebie- ja też zasługuję na ułatwienie życia ;-) i tak to ma być. a po drodze tego życia, może przyjdzie do mnie mały człowieczek i odbije się to tym, że nie będę wychodzić z wucetu, bo będzie mi maltretował żołądek ;-) może :-)