Ja wiem co czuje kobieta która straciła dziecko!! ja straciłam dziecko 5 listopada 2007 roku. 2 tygodnie wcześniej zauwazyłam że spóźnia mi sie okres ponad dwa tygodnie postanowiłam zrobic test i wynik odczytałam po 3 minutach z zegarkiem w ręku 2 kreski ale jedna z nich była ciut jaśniejsza niz ta druga poszła do apteki po drugi test zrobiłam nastepengo dnia z rana wyszły 2 mocne kreski. powiedziałam chłopakowi że prawdopodobnie w ciązy jestem że wyszły na dwóch testach dwie kreski. potem mama zauważyła jak ja sie zmieniłam zaczełam jeść śledzie ( nigdy nie jadłam śledzi nawet ich nie próbowałam) a teraz zjadałam je kilogramami
moja mama była bardzo szczęsliwa z tego podowodu dlatego bo to miała być jej pierwsza wnuczka lub wnuk(ja mam rodzeństwo starsze o 10 i 11 lat starszych którzy sie nie staraja o dziecko bo stawiaja na kariere). rodzicą mojego chłopaka powiedzieliśmy po 2 dniach od daty jak zrobiłam test ostatni ucieszyli sie bardzo tylko te mówił żeby sie chłopak urodził bo on juz ma wnuczke i chce teraz wnuka
zapisałam sie do lekarza niestety moja pani doktór mogła mnie przyjąc dopiero 15 listopada. Mój chłopak był szczęsliwy. w pracy nic nie mówiłam ze jestem, w ciązy bo bałam sie że mnie zwolnia
pracowałam wtedy w sklepie i musiałam pracowac. nadszedł ten przeklety 5 listopad godz. 9 rano. musiałam dżwignąć kapuste kiszona 10 kg. i wtedy poczułam ten okropny ból i czułam ze cos sie zxe mna dzieje. poszłam do łazienki i zobaczyłam krew. wtedy zrozumiałam ze cos dzieje z moim dzieckiem, poszłam do szefowej i powiedziałam że bardzo źle sie czuje ona na to odpowiedziała że co jĄ to ona nie ma personelu że mnie zastapic. musiałąm zostac 8 godzin. od 9 do 15 zuzyłam 10 podpasek.( pracowałam od 7 do 15) po godzinie 15 ostatkiem sił doszłam do domu w trakcie drogi do domu prawie mdlałam. słabo sie czułam :-(. zadzwoniłam do mojego chłopaka i powiedziałam mu o wszytskim ze chyba cos sie dzieje z moim dzieckiem. kazał iśc do domu. A w domu mama kazała mi iśc natychmiast do lekarza. zadzwoniłam do mojego faceta i przyjechał ze swoimj ojcem i zawieźli mnie do szpitala. tam po 1 godzinie czekania z boleściami kiedy mój facet musiał zrobic awanture ze by ktos mnie przyjął w końcu przyszła lekarka zbadała mnie i powiedziała że niestety poleciało. i nie musza zrobic żadnego zabiegu bo wszytsko wyszło ze mnie. i na sam koniec pani doktór stwierdziła że nie moge miec dzieci. ja wyszłam ze szpitala i usiadłam na ziemi i płakałam bo nie miałam juz siły. mój facet mnie przytulił i powiedziałam mu ze nic juz nie ma i że nie moge miec dziecka. wsiedlismy do samochodu do tescia który cały czas na nas czekał i mu powiedziałam. teśc powioedział ze wszytsko bedzie dobrze ze jestem jeszcze młoda i że bede jeszcze mieć dzieci. moja mama jak sie dowiedziala to płakałam 1 tydzień w nocy. :-
no: niestety miała tego pecha że musiałam na drugi dzien do pracy pójśc zle sie czułam alke musiałam iśc do pracy!!
poszłam do lekarza 15 listopada i tam pani doktór stwierdziła ze z dzieckiem musiałao byc cos nie tak bo jej koleżanka tez była pocztaki ciazy i miała bardzo powazny wypadek ze ledwo ja odratowali. i teraz dziecko i matka sa zdrowi. 26 grudnia móje kochanie mi sie oświadczyło. i napisze wam jedno dziewczyny. do dnia dzisiejszego mam wyzuty sumienia że wtedy dźwignełam
jestem nadal z moim facetem jest przy mnie. 8 sierpnia 2009 roku bierzemy slub. do tej pory staramy sie o dziecko. i gucio jeszcze teraz wykryto u mnie podejrzenie PCOS i jak sie dowiedziałam teraz na zajście w ciąze mam tylko 15% jestem załamana. mój man mówi że jeszcze bedziemy mieli szkraba małego ale ja w to wątpie. juz CZASAMI NIE MAM SIŁY ABY WALCZYC PŁACZE BO JAK WIDZE UBRANKA TO WYOBRAZAM SOBIE ŻE NASZE DZIECKO TERAZ JUZ Z NAMI BY BYŁO
POZDRAWIAM