MieMie, musisz z tym walczyć bo dziecku życie zatrujesz! Wiem co mówię bo przez nasze przejścia, stratę dziecka nabawiłam się nerwicy natręctw - mycie rąk, nasiliło się w ciąży. Na szczęście obyło się bez profesjonalnej pomocy po ciąży, M i mama mnie stopował i mi wytłumaczył, że to droga donikąd, ale miałam normalnie zdiagnozowany problem u psychologa do którego chodziłam po starcie dziecka. Do dzisiaj moje ręce nie mogą do siebie dojść starłam całą warstw ochronną tym myciem, pękają, bolą, pieką są szorstkie i teraz drogie kremy i kosmetyczka. Jestem pedantką ale bez przesady, odurzam codziennie rano przed położeniem Uli na jej dywanie który jest złożony na noc, ale to dlatego, że nie mamy przedpokoju i wszystko się nosi, Ula urzęduje na dywanie, podłogę myje tak z raz dziennie, czasami dwa raz na dwa dni. Zabawek nie przecieram, smoczki parzę jak upadną, piorę jak coś było wcześniej w paszczy psa ale bez przesady wszytko ma na rękach, to naturalne, że musi zjeść brud, żeby się uodpornić. Jakoś na dobre jej to wychodzi bo jeszcze nie chorowała. Co więcej nie prasuje jej ubranek bo nie mam czasu i piorę też czasami coś w naszym proszku i też jest ok. A na basenie wkłada do paszczy zabawki które miały w buzi wszystkie inne dzieci i wszystkie matki na to pozwalają, specjalnie podpatrywałam:-)