u nas w zasadzie jedynie rogi stołu i stolika są zabezpieczone, bo tam najczęściej bawią się dzieciaki (my mamy jakieś łapki naklejane na mebel - z Ikei, ale co jakiś czas trzeba je wymieniać bo ten klej puszcza chyba i się odklejają);
do tego w nieużywanych, a widocznych kontaktach plastikowe bolce (tez z Ikei), super się sprawdzają; przy Nince mieliśmy jeszcze zabezpieczenia do szuflad w kuchni, ale nam nie tyle chodziło o to, by mała ich nie otwierała z uwagi na jakieś niebezpieczne substancje znajdujące się wewnątrz, co żeby nie wkładała paluszków jednej ręki, przygniatając sobie drugą podczas opierania się - a te zabezpieczenia właśnie tak działają; więc teraz z szufladami nie kombinujemy nic;
oczywiście wszelkie domestosy i cała chemia znajdują sie w jednym miejscu i jest to wysoka półka na ścianie w wc; z uwagi na to, że sama musze upilnowac dzieciaki, nie mogę miec niczego aż tak niebezpiecznego w jakimś dostępniejszym miejscu;
natmiast nigdy nie robiliśmy tak by np. płyty cd chować gdzies wyżej, bo dziecko podejdzie i rozwali; i było tak, że przez pewien czas Nina codziennie robiła wielki rozpierdzielm w płytach, bo sobie je oglądała itd., aż jej przeszło; zaspokoiła ciekawość, nauczyla się, że to nie są zabawki tylko przedmioty mamy i taty i juz się nimi więcej nie interesowała; znajomi, którzy rozwiązywali ten problem przez zabieranie wszystkiego z zasięgu rąk dziecka poprzez umieszczanie gdzieś na górnych półkach znacznie dłużej borykali się z problemem "rozpierdzielu" - bo dziecko gdy tylko dostawało do rąk "zakazane skarby" rodziców, i tak musiało je pomacać, obślinić, podeptać itd.; uważam, że dziecku trzeba pozwolić dotknąć, poznać, ale i od razu tłumaczyć, że akurat tego czy tamtego do buzi nie bierzemy, nie walimy tym o stolik itp.itd. Ale mi długi wpis wyszedł!!!!!