Witajcie
Mam na imię Magda mam 24 lata nie długo zostane mamą...samotną mamą :-(
Opowiem Wam moją historię...
4 lata temu poznałam wspaniałego chłopaka po dwoch latach związku zareczylismy się i zamieszkaliśmy razem w jego mieszkaniu byłam bardzo szcześliwa.. Pracowałam w kwiaciarni (kocham kwiaty) on pracował w wojsku był starszym kapralem, nasze życie wygladało normalnie młoda szczesliwa para planujaca slub i wesele... Wszystko jednak sie zmieniło gdy zaszłam w ciążę.. Gdy zrobiłam test ciążowy troche sie przestraszyłam, bo nie planowaismy dzieci no ale jak już jest to się cieszyłam. nic nie powiedziałam narzeczonemu poleciałam na drugi dzień do lekarza aby mieć 100%
No i potwierdził 2 miesiąc
Ucieszyam się!
wieczorem zrobiłam kolację i czekałam z niespodzianką na narzeczonego. Kiedy przyszedł i usiadł do kolacji powiedziałam ze mam niespodziankę... Zapytał jaką...odpowiedziałam ...bedziemy mieli dzidziusia...
Jego reakcja mnie przestraszyła!
Zapytał ktory miesiąc
odpowiedziałam ze drugi
nie odezwał sie do mnie po tym już ani słowem! cały czas milczał i wyglądał na wsciekłego. Ale to co zrobił na drugi dzień przeraziło mnie jeszcze bardziej!!!!!
na drugi dzień byłam przygnębiona,po powrocie z pracy zastałam w domu narzeczonego i jego matkę ktora do tej pory traktowała mnie jak córkę!
powiedzieli zebym usiadła z nimi przy stole wiec usiadłam..
Narzeczony wreczył mi kopertę a jego matka powiedziała zebym sie nie martwiła bo nikt sie o tym niedowie! Chcieli abym usunęła ciążę!!!!!!!!! zrobiłam wielka awanturę!
jednak nic to nie dało nie przemówiłam do nich ;(
nie zgodziłam sie na usuniecie ciązy...
temat po kilku dniach ucichł ja oczywiscie sadziłam ze mojemu kochanemu to przejdzie...Niestety myliłam się... po około 2 tygodniach wrociłam z pracy i zobaczyam moje rzeczy popakowane w torbach a w kuchni moją nie doszłą tesciową i narzeczonego pijących kawe..
Kazali mi się wynosic...
po 4 latach związku, planowalimy slub i całe moje zycie legło w gruzach w ciagu 2 tygodni

nie wiedziałam co mam zrobić.. Był moment ze zwatpiłam i pomyslałam ze moze usune tą ciąże?! przeciez ja go tak kocham! Ale nie zrobiam tego mieszkałam troche u koleżanki potem znalazłam tanią kawalerkę do wynajecia i mieszkam sama...
Jest mi bardzo zle! bardzo ciężko, nie wiem jak sobie poradze po urodzeniu dziecka...
jestem sama... moi rodzice zgineli w wypadku 17 miesiecy temu... mam siostre ktora tez mieszka w kawalerce ale jezdzi na wozku inwalidzkim i rehabilitaje bardzo duzo kosztują nie moze mi pomoc... był nawet moment ze po prostu pomyslałam ze oddam dziecko do adopcji... już mało zostało do porodu a ja nie mam prawie nic, nie umiem nawet przwinąć dziecka...nakarmić itd... Nie wiem czy zapewnie dziecku szcześliwe dzieciństwo.. Nie stac mnie na zakup nowych rzeczy ale staram sie pomalutku cos kupować ale są momenty ze trace siły i wiare.. w to ze moze mi się udać... Jak zobaczyłam na USG pierwszy raz moje maleństwo popłakałam się! moj były nie utrzymuje ze mną kontaktu.. słyszałam ze ma nową dziewczynę..Bardzo mnie to zabolało :-

-

-( Ale podniosłam głowe do gory i ide dalej... Mam nadzieje ze jakos sobie poradzę...
Przepraszam ze napisałam to bez ładu i składu ale chciałam sie po prostu wygadac :-(