Witam ponownie
Hmmm czy mój ex się interesuje? Nie wiem - mówi jedno a zachowuje się zupełnie inaczej. Przez całą ciąże (nawet jak jeszcze mieszkaliśmy razem) nie interesowało go czy mam co jeść, za co kupić leki, czy z czego opłacić rachunki o badaniach i lekarzach nie mówiąc a wiedział, że u mnie baaaaardzo krucho - wszystko było na mojej głowie. Dla niego najważniejsza była jego rodzina, pomimo mieszkania ze mną utrzymywał swoją rodzinę i im robił drogie prezenty stwierdzając, że musi się odwdzięczyć za te wszystkie lata. Raz tylko spytał mnie czy mam co jeść na śniadanie wiedząc, że w lodówce hula wiatr i odpowiada echo, ehhh... Myślałam, że jak zamieszkamy razem to stworzymy rodzinę, będziemy się wspierać, pomagać sobie. Nic z tych rzeczy... dla niego najważniejsze po przyjściu z pracy był komputer i piwko, Jak prosiłam by nie pił bo jest mi niedobrze od zapachu alkoholu to się wściekał aż wkońcu stwierdził, że coś musi mieć od tego życia i że pić będzie (codziennie) siedział do wczesnych godzin porannych przy kompie świecąc mi monitorem po oczach wiedząc, że ja wstaję przed 6 do pracy i że ogólnie pierwsze miesiące ciąży były dla mnie okropne - liczył się tylko on! A na moje stwierdzenie, że gdy przyjadę do jego rodziców z wizytą z maluchem i okaże się, że jego ojciec (który lubi sobie po pracy wypić) jest pod wpływem to poprostu wychodzę na co on wściekł się i stwierdził, że nie mogę wychowywać dzieciaka w sterylnych warunkach a alkohol jest dla ludzi!!!!!
Nie wiem jak u Was ale ja nie byłam wychowywana przez rodziców alkoholików, w mojej rodzinie owszem piło się alkohol przy jakieś okazji typu sylwester, urodziny etc. ale rodzice uważali bym ani ja ani moje rodzeństwo nie było świadkami jakiś scen - dla mnie osobiście codzienne drinkowanie po pracy to alkoholizm!
Nie mogę pozwolić na to by moje maleństwo od urodzenia wdychało czyjś przetrawiony alkohol z ust!!!!!
Jestem tak cholernie nastawiona anty do ex, że gdybym mogła to maluch nigdy by go nie poznał na co kategorycznie nie zgadzają się moi rodzice i wiem gdzieś tam w środku, że mają rację.
Ale się rozpisałam...