Witam, oj widzę, że znów wkradł się smutek w Nasze forumowe kobietki...
Może Wam coś opowiem... Ja o tym, że będę ojcem dziecka dowiedziałem się od kolegi... A że to był kolega, który mógł sobie żartować spytałem mu się czy żarty sobie ze mnie robi... Następnie zszedłem na dół i zobaczyłem M. jak szła... I pytam jej co się stało... Nie chciała mi na początku powiedzieć, ale jak już zobaczyłem, że zaczęły łzy jej lecieć to już wiedziałem, że to prawda i Ją zaraz przytuliłem do siebie... Ale w głębi serca się już cieszyłem... Potem przyszedł etap informowania rodziców... Poinformowałem o tym swoich w taki sposób, że to było dla mnie naturalne... Będę ojcem... Coś wspaniałego... Rodzice mojej żony też zostali poinformowani... I zacząłem toczyć wtedy chyba batalię ze wszystkimi... Był to dla mnie trudny okres... Jak i ten który przeżywam teraz... Na początek wszyscy uważali, że My zbyt młodzi jesteśmy... Bo Ja przecież miałem 19 lat i M. tak samo... Ale Ja jasno powiedziałem... To nie od Naszego wieku zależy to co będzie dalej... Tylko od tego czy ułożymy sobie życie we dwoje... Myślałem dużo nad tym wszystkim... I powiedziałem sobie, że podołam temu co się stało... Bo spotkało Nas wspaniałe wydarzenie... M. na początku była załamana... Ale mówiłem jej, że nie ma się martwić, że wszystko będzie dobrze... Nie traciłem nadziei... I robiłem wszystko, aby osiągnąć jak najwięcej... Skończyłem pierwszy rok studium administracyjnego z jednym z lepszych wyników w klasie, a nawet i w szkole... Zacząłem drugi rok... Znalazłem pracę w banku... Wszystko się układało z początku dobrze... Potem jak się czułem?... Potem przyszły dni kiedy nikt mnie nie pytał o nic... Chodziłem jak robot... wstać, praca, dom, dziecko, sen i tak na okrągło... i jedyne co mnie cieszyło to czas spędzony z dzieckiem... i z żoną... a teraz jak to napisała AdiLea jeśli nie dostajemy nigdy więcej niż możemy znieść, to Ja chyba cierpię za to, że jestem za silny...
zuza76 - nowy rok przyniesie coś nowego... owszem będą obowiązki przy dziecku, w domu, praca... ale każdy z Nas wierzy w to, że sobie poradzisz... zresztą sama zobaczysz jak dziecko się urodzi, że ten moment wynagrodzi Ci wszystko... nie wytłumaczę Ci, że nie masz się smucić, bo to jest indywidualna sprawa i każdy musi przeżyć to co go spotkało na swój sposób... Ja przeżywam na swój... pomimo tego, że jest strasznie ciężko... to, że nie widzisz siebie w roli matki... nie oznacza, że się do tego nie nadajesz... Ty jako matka już się spełniasz będąc w ciąży... jeśli zwracasz uwagę, aby nie pić, nie palić (no chyba, że nie masz nałogu żadnego), ubierać się tak, żeby czasem nie zachorować i nie zaszkodzić dziecku, to to już świadczy o tym, że dbasz o dziecko i starasz się by było mu dobrze... rola matki i ojca zaczyna się od dnia kiedy zobaczyli na teście dwie kreseczki... to nie ludzie będę Cie rozliczać z tego jaką matką jesteś... bo nikt Cie z tego nie może rozliczyć... bo nikt nie wie jakby się zachował w Twojej sytuacji... to jest Twoja decyzja co z tym zrobisz... Ale pamiętaj... że jeśli nie będzie dziecka przy Tobie lub oddasz... lub cokolwiek, że nie będzie obok Ciebie... to zapewniam Cię, że jak tylko Ci się wszystko ułoży, będziesz żałować, że tak postąpiłaś... tak jak Ja dziś żałuję pewnych decyzji i rzeczy, które zrobiłem wcześniej... przeprowadzka z domu M. uświadomiła mi właśnie, że nic się nie stało z jej strony, że żyje ona swoim tempem dalej... smutne, ale prawdziwe, może ma powody, żeby tak robić, jej sprawa nie odpowiadam za to... życie jest jak statek pływający po morzu... raz fala niesie do góry, aby zaraz potem popłynął niżej w sztormie...