moimi sąsiadami są moi rodzice i na szczęście nie mam na co narzekać

ale jak mieszkaliśmy z małżonem na wynajetym mieszkaniu to tez sie takie kwiatki zdarzały, np pani na parterze, która praktycznie za każdym razem jak ktoś wchodził z zakupami (wiadomo, że to generalnie trochę więcej hałasu niż jak się normalnie wchodzi) uchlała drzwi i puszczała tzw. miarkę, może jakieś schizy miała
albo pan dozorca, który dzwonił do właścicieli dosłownie z każdą pierdołą, np. jak przeprowadziłam się do małżona to czy wiedzą, że ktoś nowy zamieszkał, albo jak męża kuzynka wpadła na weekend to też się pytał, czy własciciele na to zgodę wyrazili. a nie daj boże jak była jakaś impreza! normalnie stary piernik do wszystkiego się wcinał! niecierpie ludzi którzy nie mają co robić i dosłownie szpiegują inych. a właściciele za kazdym razem mowili mu ze ich to nie interesuje, bo i tak jest kaucja za mieszkanie, my płacimy rachunki a ich interesuje czy ktos nas odwiedza, nocuje u nas itd tylko zeby był czynsz zapłacony