Marcelinaa- oj współczuję Ci, pewnie też bym zagotowała jakby mi sąsiedzi robili takie rzeczy. Ale faktycznie trzeba być mądrzejszym i się nie stresować jak i tak w ten sposób nic nie zdziałamy.
wiesz.. ja już sprzątałam (generalnie bo na bieżąco nie liczę) dwa razy.
Wyciągnełam wszystkie środki czystości i wszystko co miałam w szafce w ubikacji.
Musiałam każdą butelkę umyć w wannie, a takich butelek z różną chemią było koło 20tu..całą szafkę nie licząc ścian, podłóg, drzwi bo to takie już zwykłe..
Wyrzucić do śmieci podpaski, tampony, papier toaletowy bo wszystko było zapylone..
Umyć każdy wałeczek do włosów z osobna a jest ich ponad 30.. wysuszyć..
Umyć całą łazienkę, każdą szklaną i chromowaną półeczkę, każdy perfum, krem, szampon, wszystkie ręczniki, dywanik.. jednym słowem milion bibelotów.
W kuchni każdą szafeczkę, każdy przybór wiszący na ścianie, naczynia pozostawione w suszarce jeszcze raz (nie mam zmywarki), wszystkie sztućce, kombiwary, piec, zlew, wyrzucić chleb- chlebak nie był zamknięty, wyrzucić psie żarcie z gara ugotowanego wieczorem, owoce pomyłam ale z orzechami się zastanawiam co zrobić bo jak je zmoczę to spleśnieją a nie jestem pewna, czy takie otrzepanie coś na sucho da..
To tak opowiadam Wam z grubsza.. oczywiście pokoje pozostałe 3 też :-) ale tam się ściera kurze co tydzień, więc tak czy siak powiedzmy się ścierką macha.. no ale łóżek, ubrań, kurtek w korytarzy wiszących nie koniecznie...
No i tak moje Kochane, sobie wszystko w niedziele ostatni posprzątałam i myślałam, że padnę na krzyż i nie wstanę.. a dziś po wtorku i środzie w domu wygląda tak jakbym nic nie zrobiła..
I wiecie co.. chce mi się śmiać jak debilce.. nawet nie mam siły na nic innego..