U nas to było tak.

Po roku znajomości zamieszkaliśmy razem. Od tego czasu bardzo liczyłam na jakiś gest

Po jakimś czasie, kiedy to myślałam że się oświadczy na Gwiazdkę albo na Nowy Rok, zaczęłam naciskać i bardzo szybko tego pożałowałam, bo zakończyło się to sprzeczką i pozostał kwas..
Trochę miałam ciśnienie, bo mieliśmy już wtedy po 29 lat a czas leciał, chciałam wszystko po kolei - najpierw ślub później dzieci bo kiedyś tak sobie wymarzyłam. Późno spotkałam miłość swojego życia a jak już spotkałam to chciałam wszystko na raz. No ale odpuściłam zrezygnowałam, trudno...
Na szczęście długo nie musiałam czekać bo po pół roku w 2 rocznicę poznania się przyszedł z kwiatami i pierścionkiem

to było coś cudownego, popłakałam się jak bóbr ze szczęścia. Ślub wzięliśmy rok później w 3 rocznice znajomości. W maju 2012. To był do tej pory najcudowniejszy dzień w moim życiu.
Teraz przyszedł czas na dzidzię

postanowiliśmy się starać od września 2012, niestety badania wykazały u mnie niedoczynność tarczycy i nasze starania skończyły się zanim się rozpoczęły

strasznie to przeżyłam, myślałam że to mega niesprawiedliwe, że tyle czasu na to czekałam, że nic mi nigdy nie dolegało i akurat teraz! Niestety mój organizm wystawił mnie na próbę cierpliwości. teraz dopiero powoli wychodzę na prostą z wynikami, jeszcze tylko prolaktyna, ale po Bromergonie nie ma ze mną szans

Może luty będzie mój...
