Hej dziewczyny, az balam sie dzis napisac bo u mnie troche smutkow znowu...
W nocy mojego meza zabralo pogotowie. Mial potworne bole glowy i puls spadl do 45, noi wczoraj mial zatrucie, zle sie czul. W nocy w szpitalu zrobili mu badania: tomograf glowy, ekg, krew i dali kroplowke. Badania wyszly ok wiec wrocil do domu ale zlecili mu po weekendzie echo serca i holtera bo to nie pierwsza sytuacja kiedy puls spada mu do 40. Nocke mielismy wiec bezsenna, pelna nerwow, na co oliwy do ognia dolewala babcia, ktora zamiast pomoc darla sie ze jest balagan i jak tu lekarz usiadzie ???!!!! Na co ja w koncu: na dupie!!! Bo juz nie wytrzymalam....
Po tej koszmarnej nocy pojechalismy jeszcze do diabetologa i na usg. Tu chociaz kilka pozytywow, bo cukier ladnie mi sie trzyma, wystarczy ze trzymam diete, mala wazy 1,6kg, ma sie dobrze, szyjka ok, spojenie bedziemy badac przed porodem. Te wiesci podniosly Nas na duchu!
Natomiast gin, jak i wszyscy dookola zwrocili uwage na moje dusznosci, ktore tak ostatnio zostaly wysmiane na Majowkach...(No moja wina, bo szukam problemu wszedzie to jak w koncu wystapi to nie dziwne ze juz nikt nie uwierzy...). W koncu ja sama tez zaczelam sobie powtarzac ze to normalne w ciazy, ze macica uciska itd..... i tak sie meczylam...
Najpierw mialam zatykanie uszu, potem doszly dusznosci, jakies dziwne zaslabniecia, kolatania serca, swiszczacy oddech, ucisk w mostku, bezdech senny...A ja mam zapalenie tchawicy. Z obrzekiem

Dusze sie przy kazdym slowie, wiec w zasadzie juz nic nie mowie. Gin jak mnie uslyszal kazal pedzic do laryngologa, wiec jade i to dzis wieczorem na dyzur do szpitala. Dam znac co powie a tymczasem sprobuje sie zdrzemnac....