Cześć dziewczyny. Chciałam się do Was zapisać. Właśnie minęło mi 12 mcy starań. Uczciłam to dwoma przeryczanymi dniami. Szkoda gadać. Nigdy wcześniej nie zwątpiłam, nie traciłam nadziei. Starałam się nie nakręcać, podchodziłam do starań na luzie, ale ta rocznica podziałała na mnie jak strzał. Nagle dotarło do mnie, że równo rok temu wybrałam się do gina z informacją, że chcemy mieć dziecko. Mam takiego cudownego męża. Czasem myślę, że dostałam już od życia tyle, że więcej mi się nie należy. Ciężko mi z tym, moje dwie koleżanki właśnie dowiedziały się że są w ciąży. Miałam nadzieję, że może w tym cyklu i ja... ale niestety. Jeszcze Ci lekarze, wszyscy mają mnie w d...pie. Mam niedoczynność tarczycy - jedyny endo przyjmujący w moim mieście prywatnie jest beznadziejny. Mam dobrego gina, ale niestety za każdą wizytę kasuje 150,- same wiecie ile jest wizyt przy monitoringu - żadnych zniżek. Ryczeć mi się chce jak sobie pomyślę, że nie stać mnie by się dowiedzieć co mi jest, że nie mogę mieć dziecka. Przepraszam za tego pesymistycznego posta.