reklama

Staraczki Weteranki...

mama - fajnie napisałaś o robieniu wyższego z bycia mamą, to ja robię doktorat z bycia kurą domową, heheh
Wikula- ahahahaha-proszę Cie-doktorat z bycia panią domu:))tak to sie nazywa:))

Balbinka- noooooo pięknie,ze storczyk w koncu wypuścił nowe pędy-mów do niego :))))
no i ciesze sie,ze mąz zakupił Ci podwójnego -pewnie cieszy oczy ,nie ??:))
co do storczyków za 5 zl to też bym nie przepuściła okazji:))


zaraz wstawię tygrysa:)
 
reklama
mama05 sama nie wiem jak mi się udało z chłopcami.Ja wtedy już opadałam z sił i chyba dałam za wygraną.Zawsze kiedy miałam iść do gina na monitoring,farmakologiczne wspomaganie i takie tam,to okazywało się że już noszę maluszka pod sercem.Niestety nie obyło się bez plamień,długo serduszka nie było widać.Na całe szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Trzymam kciuki za wszystkie mamusie staraczki!!!
 
Szóstkowa mamo czyli tak sie stało jak sie często mówi-człowiek da za wygraną a tu bach:)))
ale z tym serduszkiem to pewnie miałaś stresa....
 
Balbinka podziwiam zapał z jakim odnosisz się do swoich roślinek. Ja jestem totalnym beztalenciem ogrodowym, grzebanie w ziemi to dla mnie największa kara. Mój M tylko wkopuje na wiosnę Dalie, to nam wystarcza.

Oczywiście mam wyrzuty, że taka antykwiatkowa jestem, bo to takie kobiece jest i w ogóle. No, ale cóż robić nie lubię się tym zajmować. Oglądać i podziwiać tak, ale np. plewić, nie znoszę brrr

Ale wiosnę kocham też :-)

mama05 ładny tygrysek :-)
 
Iza-dzięki :))

ja też lubie jak Balbinka grzebac w ziemi-w sobote posadziłam 10 krzaków malin dla dzieci:))dostałam od kumpeli:)
i bez mi tak ładnie pąki wypuscił-już nie moge sie doczekać kiedy zakwitnie-tak pieknie pachnieeee:)

Iza a Tobie jeszcze 2,5 godziny pracy zostało:)
 
Mama- bardzo fajnie wygląda ten tygrysek:)))
Ja latem chcę malować mieszkanie i też chcę sobie zrobić naklejki naa ścianie w salonie, ale myslałam o kwiatach, bardzo mi się podoba taki dmuchawiec, od którego odlatuje kilka "płatków", o coś takiego: http://e.radar.pl/rdr21/5016d843002bc0614ccff86c
moz-screenshot-12.png
 
mama05 stres był niewyobrażalny,tym bardziej,że beta nie rosła tak jak trzeba.W pewnym momencie w szpitalu straszyli mnie pustym jajem płodowym i potrzebą łyżeczkowania.Po kilku dniach,kiedy plamienie nieco ustało,wyszłam do domku i zaczęłam chodzić prywatnie.Plamiłam prawie do 20 tyg. i byłam początkowo na luteinie,potem na kaprogeście w zastrzykach.
A tak poza tym masz świetny wystrój pokoiku-po prostu super!!!
 
reklama
Cześć dziewczyny. Chciałam się do Was zapisać. Właśnie minęło mi 12 mcy starań. Uczciłam to dwoma przeryczanymi dniami. Szkoda gadać. Nigdy wcześniej nie zwątpiłam, nie traciłam nadziei. Starałam się nie nakręcać, podchodziłam do starań na luzie, ale ta rocznica podziałała na mnie jak strzał. Nagle dotarło do mnie, że równo rok temu wybrałam się do gina z informacją, że chcemy mieć dziecko. Mam takiego cudownego męża. Czasem myślę, że dostałam już od życia tyle, że więcej mi się nie należy. Ciężko mi z tym, moje dwie koleżanki właśnie dowiedziały się że są w ciąży. Miałam nadzieję, że może w tym cyklu i ja... ale niestety. Jeszcze Ci lekarze, wszyscy mają mnie w d...pie. Mam niedoczynność tarczycy - jedyny endo przyjmujący w moim mieście prywatnie jest beznadziejny. Mam dobrego gina, ale niestety za każdą wizytę kasuje 150,- same wiecie ile jest wizyt przy monitoringu - żadnych zniżek. Ryczeć mi się chce jak sobie pomyślę, że nie stać mnie by się dowiedzieć co mi jest, że nie mogę mieć dziecka. Przepraszam za tego pesymistycznego posta.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry