cześć!
No więc tak: do poznania mam daleko, więc raczej nici z spotkania. Musiałabym przejechać Zabrze, potem okolice Opola, potem chyba Wrocław, hmmm.... co tam dalej jest ??? Chyba jest jeszcze do przejechania Leszno, Kościan no i Poznań!!! Także miałabym jakieś 5godzin samochodem.
Co do męża xTosi - jakby mi mąż obiad ugotował, to bym go chyba całymi dniami po piętach całowała. Jedyne co mój mąż potrafi ugotować to wodę w czajniku bezprzewodowym, i zupkę chińską. Także ja bym się cieszyła nawet z rosołu, a co dopiero z takiego dania jakie przygotował Ci Twój mąż, bo jak na faceta, ryba to chyba nie lada wyzwanie.
Co do zwierzaka: dużo czytałam o koszatniczkach no i podoba mi się to zwierzątko, ale boję się że będzie ruchliwe jak np. wiewiórka. Będzie mi skakać po firankach (niszcząc je), wskakiwać za meble i będę je musiała przesuwać (a mam taką dużą szafę trzydrzwiową i jakby mi za nią wskoczyła to już kaplica). Także chyba tylko tego się boję.
a miała któraś z Was szynszyla (lub ktoś od Was z rodziny, znajomych?)? Bo to też takie słodkie zwierzaczki. Tylko mało o nich wiem. Chyba poszukam jeszcze o nich na necie.
chomik - no tak mi się jakoś te maleńkie zwierzaczki spodobały. Takie małe śliczne kuleczki. Ale wczoraj coś czytałam na temat chomików i był tam dział porozumiewanie się czy coś tego typu i tekst: *Bezskutecznie próbuje opróżnić torebkę - moja torebka jest zapchana. Jaką torebkę ??? Te miejsce w policzkach gdzie odkłada jedzonko na później ??? No i jak rozpoznać że ma zapchaną tą torebkę ???
króliczki - cudne zwierzątka, ale ta jakoś troszkę się zraziłam do nich.
jeżeli chodzi o pieska (wspominała np. Ilonka), to po pierwsze chciałabym Shih Tzu z rodowodem. Ale miałam już dwa psy (jeden żyje cały czas ale jest u mojej mamy) wilczura - Ceazar (potem miał jakieś guzy, po wycinaniu jednych pojawiały się inne w innych miejscach i trzeba go było uspać :-( ) i teraz u mojej mamy jest Seter Irlandzki (ale nie ma rodowodu ). Pies jest ogromnym obowiązkiem. Trzeba dziennie chodzić z nim conajmniej trzy razy żeby załatwił swoje potrzeby (w mojej okolicy jest coraz więcej tabliczek: ZAKAZ WYPROWADZANIA PSÓW także musiałabym chodzić dość daleko. Do tego dziennie trzeba iść z nim się wybiegać. (mimo deszczu, złego samopoczucia)Do tego dochodzi weterynarz, dbanie o sierść, specialne karmy, smakołyki, dobranie odpowiedniej diety żeby wyglądał na zadbanego, żeby sierść była ładna, i żeby nie był ani za chudy ani za gruby.... ehhh... nie wiem może nie każdy aż tak dba o psa, ale u nas tak jest z psiakami. Trzeba im dawać wszystko co najlepsze :-) A to bardzo duża odpowiedzialność. Tym bardziej jak ma się trzylatka i kilkumiesięczne dziecko..
kot... no poezja poprotu. Kot jest idealny do przytulania, glaskania, noszenia, pieszczenia... idealne zwierzątko gdyby nie minusy takei jak: znaczenie terenu, gubienie sierści, oczywiście też dbanie o sierść, specjalne dobranie karmy, no i niewiadomo jaki by miał charakter. Mój ostatni kociak to był potwór. Wcale nie chciał być domowym pupilkiem. Wszędzie robił bobki, czasem chciał być głaskany, a podczas głaskania nagle potrafił tak podrapać, że krew lała ciurkiem, gryzł, atakował, raz wyskoczył przez okno (z szóstego piętra) myślałam że będzie w okropnym stanie. Płakałam jak dziecko. Pobiegał na dół, wzięłam gruby koc, wzięłam kota i pobiegłam do weterynarza. Okazało się że jest tylko w lekkim szoku. Także kot gdyby był bardzo fajnym kotkiem (perskim) to bardzo bym chciała...
Są jeszcze inne zwierzaki: szczury - mega inteligentne zwierzaki (miałam jednego), no ale tak byłam do niego przywiązana że trudno by mi było mieć kiedykolwiek innego szczurka. Wabiła się Chilie (czyt. czili) - moja stara ksywka :-)
dziś pójdę i się rozejrze za zwierzakami. Może już dziś jakieś kupię :-)