a ja wróciłam od gina i az brakuje mi słów

z dzidzią jest ok, prawdopodobnie to chłopak, (Crl-68, BPD 25, tętno płodu 140 w jednej rubrce, a w drugiej 148, te dane wyczytałam z karty ciązy) i to wszystko co wiem. Zero jakiejkolwiek informacji. Zrobiła mi cytologie.
Powiedziaałam jej ze drętwieją i puchną mi ręce i nogi, robi mi się słabo i serce mi wali , oraz ze momentami czuję się jak przed okresem, to powiedziała mi ze to wszystko to normalne objawy ciązy. Zadnych witamin, magnezu, kwasu foliowego czy czegokolwiek


Następna wizyta za miesiąc. Nie dostałam też żadnych skierowań na jakiekolwiek badania. Jedyne badania to miałam robione 2-06. Było to mocz, morfologia, wr, odczyn coombasa i to wszystko. Czyli od początku czerwca do następnej wizyty pod konca sierpnia zero jakichkolwiek badań przez 3 miesiące, mimo ze czuje sie różnie. Nawet nie wien czy mam dalej brać luteine.

Oczywiście o l-4 moge zapomnieć, bo jedynym przeciwskazaniem byłoby gdybym pracowała przy rentgenie, a inna praca ciężka fizyczna- nie jest zagrożeniem...

.
Ok- dobra, to jeszcze moge zrozumieć, choć też nie do końca, bo jeszcze niedawno twierdziła, że mam zagrożoną ciąże. No dobra, teraz może i minęło zagrożenie.
Ale jak poprosiłam o zaświadczenie o stanie zdrowia,( bo musze zrobić teraz badania kontrolne w medycynie pracy i takie zaświadczenie oni wymagają po 30 dniach pobytu na l-4) to naskoczyła na mnie co ja wogule wymyślam i co ja od niej chce, że ona przez 20 lat pracy z niczym takim sie nie spotkała.
A więc zabrałam się i wyszłam z gabinetu. Już o nic nie chciało mi sie pytać i dyskutować z tą kobietą

i już więcej do niej nie wróce