Sama mam obawy co jeśli będą jakieś komplikacje? Doskonale wiem że nawet najbardziej fizjologiczny poród w jednej chwili może stać sie patologiczny... Co wtedy?
hmm, to nie do konca jest tak...Twoj strach i obawy jak najbardziej rozumiem ale po latach amatorskiego studiowania (amatorskiego bo nie jestem zadnym medycznym autorytetem) i obserwacji twierdze ze przewaznie na patologii w 99.9% procentach koncza rodzace u ktorych nastapila chociazby w minimalnym stopniu ingerencja medyczna...a ta niestety spotykana jest w szpitalach na porzadku dziennym i uznawana jest za cos normalnego nawet przy calkiem naturalnych i jak najbardziej fizjologicznych porodach....kobieta rodzaca wspolczesnie tak wlasciwie nie wie co to jest
położna, jakie ta położna ma spelniac cele i do czego sluzy podczas porodu ....nie wiemy tez jaka jest rzeczywista rola lekarza poloznika. Czesto przestajemy ufac naszemu organizmowi a zdajemy sie wlasnie na lekarza i polozna ktorzy stanowia jedyna wytyczną a co jest niestety bledem bo położna jest czy powinna byc jedynie osobą towarzyszaca, by pomagac rodzacej i otoczyć kobietę i jej dziecko opieką, wsparciem i fachową radą, a lekarz położnik powinien wkroczyć do akcji jedynie gdy zaistnieje rzeczywisty stan patologiczny, lub pojawi się realne zagrożenie takim stanem. Czy jednak taki podział kompetencji może się sprawdzać w praktyce? Niespotykany w dziejach medycyny rozwój technologii i techniki medycznej zmienił podejście do porodu. Zmieniło się również rozumienie roli, jaką odgrywa w tym procesie kobieta, a także uwarunkowań społecznych i kulturowych, które mają istotny wpływ na jego przebieg.Cel, jakim było zapewnienie "medycznego bezpieczeństwa" kobiet i noworodków, spowodował coraz większą ingerencję w mechanizm porodu i podporządkowanie go działaniom z zewnątrz.
Od kiedy kontrolę nad jego przebiegiem przejął personel medyczny, rola kobiety została ograniczona do biernego uczestniczenia w różnorakich działaniach i procedurach. Od tego czasu zaczęto formułować normy określające "prawidłowy" poród oraz zakres odpowiedzialności położnej i lekarza. Nie wiem czy wiecie - podam jako ciekawostke ze w latach 70-tych w jednym ze szpitali w Dublinie opracowany został zbiór procedur pod nazwą "aktywne prowadzenie porodu", który, w pierwotnym zamyśle, miał niby zapobiec wzrostowi cesarskich cięć. Był to
określony scenariusz (tak, dokladnie okreslony przez lekarzy scenariusz

), według którego miał się toczyć każdy poród. Rozpocząć się powinien od przebicia błon płodowych. W I okresie szyjka musiała rozwierać się w tempie 1 cm na godzinę, zaś parcie nie mogło trwać dłużej niż dwie godziny. Gdy te warunki nie były spełnione należało sztucznie stymulować skurcze.
Takie pseudo -aktywne prowadzenie porodu szybko zyskało zwolenników i przyjęto je jako styl pracy w większości sal porodowych. Ale jedną z konsekwencji tego faktu było
ubezwłasnowolnienie rodzących. Sztywne ramy, w jakie ujęto poród spowodowały, że ingerencja medyczna stała się jego obowiązkową składową, a przejęcie przez personel całkowitej kontroli i odpowiedzialności - faktem. Indywidualność i niepowtarzalność każdego aktu narodzin przestała być wartością.
"Aktywne prowadzenie porodu" mogło odbywać się wyłącznie w szpitalach. W wyniku tego w wielu krajach nakazem administracyjnym przeniesiono wszystkie porody do szpitali, jednocześnie delegalizując porody domowe i zamykając małe ośrodki porodowe. Tak było np. w Wielkiej Brytanii. Przyjęcie, w połowie lat 70-tych raportu Peel'a, z którego wynikało, że tylko porody szpitalne gwarantują matce i dziecku 100% bezpieczeństwa spowodowało, iż wszystkie Brytyjki zmuszone zostały do rodzenia w szpitalach.

Podobnie było w Polsce: popularne i dobrze funkcjonujące izby porodowe zostały zamknięte, a kobietom pozostawało rodzić tylko w bezosobowych, zimnych szpitalach-molochach. Dynamiczny rozwój technologii medycznej miał rozwiązać wiele problemów położniczych. Okazało się jednak, że nie tylko nie zaradził istniejącym, ale zaowocował nowymi, związanymi przede wszystkim z dwoma zjawiskami. Po pierwsze większość nowych technik wprowadzano bez wcześniejszej, wnikliwej klinicznej oceny ich przydatności, obejmującej także określenie skutków ubocznych ich stosowania. Po drugie, zaczęto stosować je
rutynowo wobec wszystkich rodzących, mimo iż pierwotnie były one przeznaczone tylko dla tych kobiet, których ciąża lub poród stwarzały problemy natury medycznej.Poród zmedykalizowany stał się obowiązującym modelem porodu w niemal wszystkich krajach zachodnich. Jednak czy coś, tylko z racji tego, że zdarza się najczęściej, może automatycznie stanowić "normę"? Interwencje medyczne, takie jak sztuczne przebicie pęcherza płodowego, wywoływanie lub przyspieszanie porodu, znieczulenie i nacięcie krocza nie powinny być stosowane rutynowo, ani traktowane jako składowa porodu normalnego. Ponieważ każda interwencja może potencjalnie zaburzyć przebieg porodu, niestety niewiele przyszlych matek zdaje sobie z tego sprawe...pozniej mowi sie ze trzeba bylo bo lekarz kazal, bo lekarz wie lepiej. W modelu zorientowanym na patologię istotna jest praktycznie wyłącznie sfera fizyczna - stan zdrowia, budowa anatomiczna, wyniki badań - w której diagnozuje się problemy. Ignorowanie pozafizycznych aspektów prowadzi jednak często do niemożności postawienia prawidłowej diagnozy, a w związku z tym do niewłaściwych decyzji dotyczących leczenia. Najbardziej jaskrawym przykładem jest ignorowanie dyskomfortu psychicznego i lęku jako czynników wpływających hamująco na przebieg porodu. W sytuacji osłabienia czynności skurczowej położnik jest skłonny rozwiązać problem za pomocą kroplówki z oksytocyną, nie czyniąc refleksji nad możliwymi psychologicznymi przyczynami takiego stanu. W ten sposób fizjologicznie prawidłowy poród (zahamowanie postępu porodu w sytuacji dyskomfortu matki jest prawidłową, adaptacyjną reakcją) jest niepotrzebnie medykalizowany. Osoba prezentująca holistyczne i naturalne podejście do rodzącej zadbałaby raczej o zapewnienie jej komfortu i w ten sposób wpłynęła na przebieg porodu bez medycznej interwencji....Lekarz-położnik, czy położna w sali porodowej w klasycznym szpitalu w swojej pracy oczekują od pacjentki podległości i zaufania, sami stosując jednocześnie zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do niej.
Lekarz uważa siebie za osobę najlepiej zorientowaną w sytuacji. Ma to być może uzasadnienie w sytuacji patologii, kiedy zmiany w organizmie kobiety i sposób ich leczenia są dla niej czymś nowym i nieznanym, a lekarz jako specjalista posiada na ten temat rozległą wiedzę. Podejście takie jednak nie sprawdza się w sytuacji fizjologii, gdy bardzo istotne stają się informacje kobiety o jej własnym ciele oraz jej intuicja. Doskonałym, a prostym przykładem jest tu wyznaczanie oczekiwanego terminu porodu. Niestety, większość lekarzy prowadzących ciążę kieruje się w tej kwestii wyłącznie matematyczną regułą (mowie tu o regule Naegelego). Rzadko zdarza się, że uwzględniane są bardziej subiektywne informacje, niż data ostatniej miesiączki. Wiele kobiet ma jednak świadomość, że ich cykle są znacznie dłuższe niż przyjęte w regule Naegelego 28 dni, bądź też z obserwacji cyklu wiedzą dokładnie, kiedy doszło do jajeczkowania. Efektem nieuwzględnienia takich informacji bywa nieprawidłowe wyznaczenie oczekiwanej daty porodu, a pod koniec ciąży niejednokrotnie zakwalifikowanie jej jako „przeterminowanej" i rozpoczęcie nieuzasadnionej indukcji. Takich sytuacji często można by uniknąć, gdyby uwzględniano nie tylko wiedzę profesjonalisty na temat wyznaczania daty porodu,
ale także wiedzę kobiety o jej cyklu. 
Wymaga to jednak bardziej partnerskiej relacji i większego zaufania ktorego czesto niestety w takich przypadkach brakuje

Relacja oparta na zaufaniu implikuje współodpowiedzialność kobiety za decyzje podejmowane razem z opiekującą się nią osobą. Niewątpliwą korzyścią psychologiczną dla wielu kobiet pozostających pod opieką lekarzy położników jest możliwość scedowania całej odpowiedzialności za zdrowie swoje i dziecka na lekarza. Z nadrzędnej pozycji lekarza wobec pacjentki wynika, że tylko on ponosi odpowiedzialność za podejmowane decyzje dotyczące leczenia. Pozwala to kobiecie na dużą „oszczędność poznawczą" - za cenę pełnego zaufania do lekarza może sama nie zagłębiać się w zagadnienia związane z jej zdrowiem, ciążą, porodem, czy połogiem. Wygodne prawda? To niewątpliwa doraźna korzyść, ciesze sie ze wspolczesnie dla wielu kobiet ważniejsze jednak jest poczucie kontroli i możliwość wpływania na własne decyzje i zachowanie i siegaja do alternatywnych niz ogolnie przyjete rozwiazan. Nie należy też zapominać, że to przede wszystkim kobieta, a nie położna, czy lekarz, będzie znosić następstwa swojego postępowania - np. jeśli podda się zbędnej medykalizacji, w efekcie której jej fizjologicznie prawidłowy poród zakończy się cięciem cesarskim, to przede wszystkim jej i jej dziecka będą dotyczyć konsekwencje takiej operacji nawet jesli nie zdaje sobie z tego sprawy.
Ciesze sie ze rozwazasz mozliwosc porodu domowego, jesli chodzi o badania noworodkow czy szczepienia - wiekszosc z tych zabiegow jest zbedna w pierwszych dniach po porodzie. Nie polecam szczepienia takiego malenstwa, Joas kiedys wklejala swietnego linka do wspanialego artykulu na temat szczepien;-)...a ja na pw wysle ci link do forum w ktorym informacjami bardzo bogato i obszernie zreszta dziela sie kobietki ktore rodzily w Polsce w domu badz pragna urodzic swoje dzieciatka poza szpitalem. Mysle ze tam znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje pytania
