reklama

Wieści od cieżarówek

Mysza, to u mnie chyba wolniej się macica obkurczała, bo moja bystrość jeszcze długo po porodzie nie mogła dojść do siebie ;-)

Co do brzucha to ja sama nie wiem czy mój się obniżył czy nie ;-) W pewnym momencie jakoś tak dziwniej pasek w spodniach mi się zapinał, ale to nie wiem czy w wyniku wzrostu brzucha czy jego obniżenia się ;-)
Przypomniało mi się jak na ostatniej wizycie ginka i jej stażystka mówią, że akurat 15.06, czyli w mój planowany termin, mają dyżur, więc może się spotkamy. Ja im na to, że nie ma szans, bo nie wierzę, żeby maluch był aż tak punktualny i co myliłam się :-)

A co do filmu, to nie wiem czym tego malucha nakarmili, że wszystko z takim anielskim spokojem znosił ;-)
W pewnym momencie filmiku wymiękłam - jedna wielka reklama - tak nachalnie reklamowali
 
reklama
Jeżynko, spokojnie- obniżenie się brzucha to jeszcze nie poród, można tak faktycznie jeszcze pochodzić dość długo. Małemu wszystko jedno czy sterczy od brodą czy się o matczyne kolana obija.;-)Jeśli chodzi o angielski moich pracodawców... Myślę że zbyt rzadko są zmuszeni żeby go używać (chociaż szkoła dzieci raczej by mnie zmusiła - kwestia wymiany informacji z nauczycielem), zbyt zapracowani żeby im się jeszcze chciało w wolnym czasie języka uczyć i chyba tak przerażeni kiedy ktoś do nich mówi po angielsku, że się blokują i nawet nie podejmują prób. Kurcze, mają jakieś materiały z podstawowymi zwrotami... Siadłabym we dwoje nad tym i próbowała. Żeby umieć się dogadać choć w podstawowych sprawach. Bo na tym etapie do każdej pierdoły potrzebują tłumacza. Nawet żeby powiedzieć nauczycielce że dziecko jest chore. Mamy inne podejście do tematu. Ja gadam byle jak, byle skutecznie, cieszę się jak mnie ktoś poprawi (Anglicy są uprzejmi - rzadko poprawiają niestety, wręcz jeszcze chwalą jak to ładnie mówię a wiem że kaleczę), staram się zrozumieć, wyławiać sens wypowiedzi kiedy ktoś mówi do mnie. Nawet jak jestem z Adamem i on tłumaczy, próbuje zrozumieć rozmówcę bez tłumaczenia - ćwiczę. Bo nie chcę wiecznie być uwiązana do syna kiedy coś trzeba załatwić, chcę być samodzielna, a jestem w obcym kraju i bez języka jestem uzależniona od tłumacza. Tym się różnimy.
 
Kłaczku normalnie przypomniałaś mi że to życie do sprawiedliwych nie należy. Człowiek nawet jak się z każdym kęsem liczy to i tak zawsze sporo kg ma na plusie.

Alicjo a Ty zawsze jesteś ta samo aktywna...przecież nie. Dzidziuś to taka sama istotka jak my tyle że na razie mieszka w brzuszku, ale też ma pory aktywności i odpoczynku. Więc nic się nie martw,wsio jest ok.

Pochwalę się i tutaj moim Skarbulkiem

2jev1ad.jpg
 
Ostatnia edycja:
Taaak... Mysza ja z tych co tyją od samej myśli o jedzeniu, a te łosły... Jeszcze młody to rozumiem - smarkacze tak mają, choć Chudy młodszy a potrafi przybrać - ale Rajmund?? Owsik jest, to fakt, 5 minut nie usiedzi bo już go coś gdzies gna, niemniej jednak... Potrafi opchnąć porcję solidną i to konkretnego żarełka i... jakie chude takie było. Już mu kiedyś powiedziałam ze dla niego to się nie opłaca gotować bo jakbym go morzyła głodem to by pewnie tak samo wyglądał. No, jaką on mi opinię wyrabia w kwestii kuchni? Jaką? Taki zamorzołek.
 
Mysza, Szymek przeuroczy i te oczęta prześliczne:-)
Kłaczek, ja się nie przejmuję obniżeniem brzucha a o porodzie nie myślę póki co, bo mam inne sprawy na głowie;-) Bardziej się martwię póki co przeziębieniem, mam nadzieję, że mi szybko minie.:blink:
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
kurka, z Wami to taka rozmowa, może powinnam jasno i wyraźnie rzeczywiście się wyrażać, bo to miała być pochwałka dla Kłaczka, że dopiero wybyła, a już angielskim zarzuca;)
ale wiecie/to akurat nie do Ciebie Kłaczku, bo wiem, żeś normalna osoba jest;)/mnie to śmieszy, jak ktoś wraca np po 2-3m-cach z zagranicy i biedak mota się bo polski już mu z głowy wyleciał...osobiście mam takiego znajomego, to mu się w twarz zaśmiałam, jak po 2m-cach we Włoszech wrócił i słowa polskie z włoskimi zamieniał.mam ciotkę, która już ponad 50 lat w Australii siedzi i jeszcze po polsku pamięta jak się mówi i pisze, a tu parę tyg i języka zapomina.żenada nie?
a co do nauki języka w obcym kraju, to uważam, że to wręcz obowiązek dla własnego choćby komfortu.jak pracowałam i w szwajcarii i w anglii, to wręcz wolałam z tubylcami niż z naszymi spędzać jak najwięcej czasu na rozmowach, bo wtedy się najlepiej i najszybciej uczyłam i wręcz nakazałam, żeby mnie poprawiali. w szwajcarii, to dzięki temu nawet nauczyłam się ichniego dialektu/pomieszanie niemieckiego angielskiego, francuskiego i jakiejś ich gwary/.ale byłam dumna:)
Mysza, Szymek rośnie w oczach.śliczny chłopczyk
Kłaczku, a z tym obniżeniem brzucha, to ja jak zwykle panikę sieję...Kairce się obniżył, już nawet Jeżynce się obniżył, ale w kolejce najpierw przecież ja!!!ja!!!chociaż podejrzewam, że jak zauważę, że obniży się i mi, to dopiero się sraczkowanie zacznie.wywalicie mnie dscyplinarnie z wątku:tak:
Agniesia, co się nie odzywasz???
Kaira, czytasz nas czy nie??co u Was?
Alicja, maleństwo pewnie śpi, albo liczy paluszki;)ja to mojego synia czasem wręcz proszę, żeby się trochę przespał, bo tylko się kręci i kopie i rozpycha...
 
Witam Kobitki



Sorki że ostatnio nie ma mnie na forum ale ktew mnie zalewa i ciśnienie podnosi że hoho...

Zaraz Wam powiem czemu.

Moja przyszła francowata teściowa od pewnego czasu zapowiadał że pewnego dnia nas odwiedzi.Więc w piątek mówie do mojego P. żeby do niej zadzwonił czy już się określiła bo ja też chciałabym się jakoś przygotować. Uslyszał że nie musimy wiedziec kiedy i czy wogóle przyjedzie. Więc zaplanowałamsobie ubranie na minioną sobotę choinki i powolutkie przygotowania do świąt. Rano wstałam w fajnym humorze szczęśliwa że w końcu pierwsze święta spędzimy z dzidzią a tu ktoś mi włazi do mieszkania...ależ ku***a niespodzianka - TEŚCIOWA. Mała ją zoaczyła i w ryk ze strachu. Koniec z ubieraniem chionki , sprzątaniem itd, itp. Pytam na ile przyjechała bo zawaliła mi przedpokój torbami a ona mi na to " To jest moje życie i nikt o nim nie będzie decydował, pojadę kiedy zechcę" ...o zgrozo teraz to pomyślałam że ja zacznę ryczeć. Baba zaraz zaczęła wprowadzać swoje pomysły, gdy jej coś zabroniłam robić robiła to na przekór, udaje że mnie nie słyszy. Problem w tym że nie udało nam się przed urodzeniuem Glorci wynająć domku a mieszkanie mamy jednopokojowe więc same kobitki wiecie co to znaczy być z teściową w jednym pokoju. Rozłożyłam jej w kuchni materac przy kuwecie kotka :) ale ona co wieczór jest tak " nadrinkowana" że nawet spanie w kuwecie by jej nie przeszkadzało.
Tak więc na dzień dzisiejszy z przygotowaniami do świąt jestem w proszku , choinka dla małej jeszvse nie ubrana a ja mam ochotę uciec. A tak chciałam kameralnie spędzić święta , spokojnie i bez nerwów :(.

W środę mam pierwszą wizytę u gina , boję się jak diabli, i nie wiem jak się teściowej pozbyć bo jak ona sie dowie że jedziemy to będzie chciała jechać z nami bo będzie myslała że jedziemy na zakupy. Nie wie o ciąży, w prawdzie wczoraj zasugerowaliśmy że przydałby się braciszek i zawiedliśmy się jeśli chodzi o reakcję tej baby. Powiedziała że nie chce o tym słyszeć że chyba nie jesteśmy poważni , dzieci to kłopot, wydatek , studia, ubrania itp.
Zresztą ona była jedyną osobą niezadowoloną z przybycia na świat Glorci , a po poronieniu powiedziała że dobrze się stało bo nam dzieci nie są potrzebne.
Dziewczyny nawet gdy to piszę to jest mi niedobrze z nerwów, ona jest jak wrzód na dupie którego nie można się pozbyć. Pomocy !!!!!!!!
 
reklama
Ojej Aga, ale Ci współczuję, co za babsko:wściekła/y: No tupet to ona ma. A może Twój P. może jakoś z nią porozmawiać? W końcu to nie jej mieszkanie więc panoszyć się nie powinna. Najgorsze, że to Święta, więc wyprosić jej nie wypada. Naprawdę współczuję. Teraz potrzebujesz spokoju, a nie nerwów.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry