Gosiu, współczuję tej dziewczynie, która z tobą leżała, bo rzeczywiście nie wygląda u niej to tak wesoło. Ja jednak jestem optymistycznej myśli, że będzie dobrze, bo robak jednak jest, tylko nie wiadomo w jakim stanie, ale muszę wierzyć, że będzie dobrze, bo inaczej zwariuję. Dziękuje wam dziewczyny za wsparcie, im bliżej końca tym jest mi coraz trudniej, jeszcze zdrowie kompletnie mi nawaliło, a tu miałam tyle planów z przygotowaniem do przyjścia maleńkiej (pranie i prasowanie). Nawet mąż nie ma ze mnie pożytku już od jakiegoś czasu, bo ja albo zasmarkana albo kaszląca i dusząca się.
Poszłam dzisiaj do kościoła, to myślałam, ze będę całą msze stać, bo kosciół pełen ludzi i nikt się nie kwapi, żeby zwolnić jakieś miejsce kaszlącej ciązarówce. Na szczęście tacy starsi państwo posunęli się w ławce i udało mi się ledwo zmieścić, biorąc jeszcze syna na kolana. Dzisiaj cały dzień przespałam, taka jestem słabiutka, w nocy ze spaniem różnie, bo kaszel przeszkadza, a jeszcze dobił mnie ten przypadek kobiety w ciąży z świńską grypą w Krakowie. Kurcze tak blisko!
A mama bliźniaczek miała termin na dokładnie ten sam dzień co ja czyli 8 luty, choć coś czuję, że urodzę 2 lutego.
Kłaczku, tak jak pisze julitka, dopóki krew nie ma zywego koloru, nie masz co się martwić, ja też panikowałam, jak zobaczyłam w tej ciąży krwiste niteczki, na szczęscie to był fałszywy alarm. Dużo odpoczywaj i nie martw się na zapas!