Cześc dziewczyny wrzuciłam na "ciąża po... ", ale chciałam też podzielić się moim szczęściem z tymi, które nie dają rady na drugim wątku nadąrzyć. Mogę?
Pojechałam na 14 weszłam przed 16 oczywiście w szpitalu bardziej się zdenerwowałam. Mój kochany Pan doktor to niech go echhh nic po nim nie widać, wpatruje się w monitor i zero reakcji na twarzy, no to jak to trwa i trwa to ja w coraz większą panikę, serducho zaczyna bić coraz szybciej i nagle słyszę "no do jasnej ciasnej nie chce dać mi się zbadać tak się rusza" na co ja "to żyje?" i odpowiedź "no przecież mówię, że rusza się jak wariat"



I tu mi powiedział, że póki co jest wszystko w porządku, włączył mi głos i usłyszałam serduszko i się popłakałam (a miałam być dzielna

).
W dalszej kolejności przeszedł do badań genetycznych, zrobił mi je She bez mojego gadania, sam zaczął. I znowu grobowa mina i znowu zero reakcji i znowu się dłuży i dłuży. W pewnym momencie kazał mi włożyć lewą rękę pod pośladek, w nerwach kobiecie kazał myśleć, która to lewa ręka

I cisza cisza, aż w końcu "no nie jestem bez szans" i kiwa głową

No to ja w panikę i pytam co się dzieje i słyszę "no to dziecko jest takie ruchliwe, że nie mogę dokończyć badań, co je próbuję przechytrzyć to ono bystrzejsze". No i badań genetycznych nie skończyliśmy, za tydzień w piątek powtórka.
Serduszko puka 160 u/min.
I zmienił mi się termin porodu na 5.08.2010

Zapytał czy mi pasuje czy mam już inne plany?


Jestem szczęśliwa i dzisiaj naprawdę czuję radość
