Cześć. Mówiłam, że wrócę? ;-) Tyle, że mam wrażenie, że czołg po mnie przejechał. Plecy nie wiem gdzie mam, kręgosłup w dolnej części zaraz mi chyba wyskoczy. Brzuch jak kamień, cholernie ciąży. Ale jestem w domu a to najważniejsze.
Jak było? Dziwnie... Jak dojechaliśmy to już jakaś dziewczyna leżała na ktg. I trwało to kolejne 40min, więc myślę, że z godzinę leżała w sumie. A że mi dziś Mała na pęcherzu siedzi, więc marudziłam M, że ja godziny nie wytrzymam, że się po prostu posikam. W między czasie dołączyła kolejna para na ktg. Gdy przyszła nasza kolej, położna mnie podłączyła, zmierzyła ciśnienie i poszła. A Emi jak się nie wkurzyła, że coś jej do mojego pępka przyczepiono! Jak zaczęła tłuc w ten czujnik, to aż wpadłam w atak śmiechu. Bo ta kopała, czujnik się ruszał, a mnie pępek bolał, bo mam strasznie wyczulony od momentu jak wyszedł z dziurki... Moje ktg trwało 20min. Położna zabrała wykres, moją książeczkę i kartę ciąży, a na ktg poszła kolejna dziewczyna. Ta co była przede mną i ja czekałyśmy na lekarza. Dziwnie było się z nim spotkać w szpitalu a nie prywatnym gabinecie :-) Jakoś tak inaczej wyglądał. Weszła dziewczyna, która była przede mną. Siedzi, siedzi, siedzi (a ta która była za mną ciągle w tym czasie na ktg, więc dłużej niż ja). Nagle otwierają się drzwi, wychodzi gin i zwraca się do męża tej laski w środku: "Pan jest z tą panią?". "Tak". "To proszę iść po torbę". Aaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!! Nie o moją torbę proszono, ale to co wtedy poczułam to normalnie szok. I mówię do M: "Jak Cię poproszą o torbę to pamiętaj, że ja idę z Tobą. Bo nie taka była umowa. Ja tu tylko przyszłam poleżeć, a nie zostać na dobę hotelową. Po 14tym to mogę tu zostać. Ale dziś nie ma mowy!". Jakoś mnie ta wizja przeraziła i już. Nie jestem gotowa. Wolałabym przyjechać z domu. A nie tak z zaskoku zostać wzięta... No nic... Jak tamta laska wyszła już przebrana, gin poprosił mnie (ta za mną ciągle leżała pod ktg, więc sądzę, że też już nie wyszła...). Na lotnika nie szłam, więc nie znam rozwarcie. Podejrzewam, że wykres nie wykazał skurczy, więc dlatego mnie nie badał palcem... Było tylko na usg. Okazało się, że Mała jak tydzień temu jeszcze buźkę pokazywała, tak teraz jest już schowana i przygotowana do startu. Pewnie dlatego tak ciężko mi się chodzi. Przepływy w normie, serduszko ślicznie pika. Przez tydzień przybrała z 2990g do 3149g. Ale nie szykuje się jakoś specjalnie do wyjścia. Diagnoza: jak do 14/08 nie urodzę, to 15/08 na ktg w godzinach 9-12. Z tej radości, że wracam do domu zapomniałam, że chciałam obejrzeć oddział. Gdzieś podświadomie chyba mnie z niego wywiało, na wypadek gdyby lekarz albo moja Córcia zmienili zdanie ;-) I to tyle ze szpitala :-)
Ewela mam nadzieję, że ex dotrzyma słowa i zapewni Młodemu wyprawkę ubraniową większą niż 1 sztuka :-) A jak działa ten konik? I poważnie się sprawdza? Bo tani nie jest...
Kasiu cieszę się, że z Mamą lepiej. A i z ciśnieniem będzie ok. Moja Mama też miała problemy. Właściwie to ma nadal. I nim leki zaczęły pomagać minęło trochę czasu. Głowa do góry.
Kasikz wow... Tak uciec spod skalpela! Brawo! Trzymam kciuki za to, by Pola zaczęła się przysysać. Na pewno się uda!
Just mi bardziej chodzi o ściąganie (póki co) jako-takie, niż o pobudzenie laktacji :-) A co będzie potem to się zobaczy. Ważne, że kupione i to za przystępną kasę. Wymienię lejek i będzie jak nowy... Mam nadzieję... Bo opis mówił o sprawnym sprzęcie... Jak będzie inaczej rozszarpię! ;-)
Ola81 a co u Ciebie???
Lill wracaj szybko. My też tęsknimy. I nie każ mi się szykować. Daj mi jeszcze trochę czasu. Co to za frajda jak wszystkie rozsypiemy się jednocześnie? Nie lepiej teraz trochę przystopować? ;-)