Leki działają dalej. Torbiel sie wycina, niestety z częscią płuca. A ponieważ Wojtusiowi to wciaż rośnie, to najprawdopodobniej będzie miał wycięte 3/4 płucka. Ale jeszcze nie teraz, musi urosnąć. Takie zabiegi przeprowadzaja u donoszonych noworodków, on jest za mały. Chirurg powiedział, ze jest pewny na 99%, że nie przeżyłby takiej operacji i on w tej chwili sie nie podejmie. Musi podrosnąć. Z respiratora powietrze dostaje, chodzi o to, że w płuckach nie pojawiły sie pęcherzyki i płuca nie są upowietrznione. Mam nadzieję, ze dobrze to nazwałam. Pęcherzyki pojawiaja sie w 28 tyg. ciazy. U nas zaczałą sie 29, a pęcherzyków nie widać. Sami lekarze nie wiedzą co dalej. Zastanawiaja sie ile jego płucka, dwie delikatne torebki wytrzymają to wdmuchiwanie powietrza przez respirator. Musimy czekać... Czasem mam wrażenie, ze jak jeszcze raz usłyszę to zdanie, to zacznę wrzeszczeć. Ale co zrobić, czekam. Kangur dzisiaj był przez godzinkę. Coś nam nie wychodzi to kangurowanie, Wojtuś woli leżeć w inkubatorze. Tam jest bardziej stabilny. U mnie kręci sie, spada z saturacją. Też tak miałyscie, czy to tylko u mnie tak jest? Wczesniej sie wyciszał, a teraz nie chce do mamy. Walczy z kupką, już nie po wlewkach, a śladowe ilosci robi sam. Dostaje 2 ml mleczka co 2 h. Święta za pasem. Rodzinka przyjechała, a ja mam ochotę zaszyc sie w kąt i nie wychodzić. Staram sie coś robić, aby chłopcy pocieszyli się troche ze świąt. Rodzinka chce pomóc, ale ja sie jakos odnaleźć nie mogę.