Moi chłopcy też nie mogli uwierzyć, że ich braciszek jest taki malutki, mniejszy niż ich lala.
Oczywiście też przepytali nas dokładnie, zwłaszcza starszy, o wszelkie sprzęty, cyferki, alarmy, rurki, itd. I od wtedy też Wojtek stał się dla nich taki właśnie realny.
Sepsę również przerabialiśmy, grzybiczą na dokładkę, infekcję, retinopatię, Botalla i inne cuda wianki.
Szanse na przeżycie Wojtka, kiedy odkryli ten rodzaj sepsy, wynosiły, jak mi mówiono - każdy dany dzień, w którym on żyje, bo jak nie zareaguje na leczenie to do kilku godzin może odejść.
Gdybyś Ty wiedziała, jak sprawdzaliśmy wszelkie objawy o których czytaliśmy!:/ I tylko pocieszaliśmy, że chyba dziś, teraz, np. zmian skórnych nie było... To było straszne. Czekanie na wyniki, jak go badali czy grzyb jest w oczkach, pęcherzu, kupie, płynie mógowo-rdzeniowym..każdy narząd badał inny specjalista i każdy sam sobie próbki pobierał i hodował... Czekanie... czekanie na wszystko po kolei... a jak zazdrościłam wychodzącym do domu... a ja nigdy nikomu niczego nie zazdroszczę... Tam i wtedy nauczyłam się czekać... Zostałam wyćwiczona wręcz w byciu cierpliwą ale łatwe to nie było, wcale.
Dużo zdrówka i cierpliwości.