Wojtuś jest sam na sali, więc w szpitalu odciągam kiedy chcę. W sumie to co 3-4 godziny, w nocy jest tylko dłuższa przerwa 7h. Spróbuję odciągać częściej, ale na stres nic nie poradzę. Chłopcy byli u Wojtusia. Udało nam się wybrać w drugi dzień świat, gdy mały sie troszke ustabilizował. Pierwsze co zrobili po przywitaniu z Wojtkiem, to...sprawdzenie cyferek. :-) Tak sie biedni nasłuchali, ze później sami sprawdzali. Posiedzieliśmy 20 minut. Mogli pooglądać Wojtusia z każdej strony, obejrzeć aparaturę. W końcu zobaczyli na własne oczy brata. Oczywiście bardzo sie zdziwili, ze jest taki mały. Taki mały nosek, oczka, buzia, paluszki... Ale teraz wiedzą o kim mówimy, zobaczyli naprawdę, a nie na zdjęciach. Ja dzisiaj niestety nie mam dobrych wiadomości. Mały ma się znowu gorzej. Saturacja około 50%, czasem dojdzie do 90, ale bardzo powoli i na chwile. Przy dotyku spada mu saturacja, a z nią tętno do 60. U Was też tak było? Lekarze nie mają na niego pomysłu. Ostatnio po całym dniu spadków w nocy wskoczył na 92% i tak trzymał przez prawie 1,5 dnia. Lekarze tego nie pojmują. W pierwszy dzień świąt sami twierdzili, że jest bardzo źle. Później poprawa. A dzisiaj znowu to samo. Wyniki też są złe, sepsa, wątroba radzi sobie coraz gorzej, nie przerabia enzymów.