Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.

Jak nie wysiedzi w miejscu to trudno, ale jak raz czy drugi z dziueckiem wyjdziesz jak jest znudzone to wtedy własnie pokazujesz, że mozna wyjść zkościoła bo saię nudzi...a tak być nie powinno...kazdy to przezywa inaczej. dla mnie najwazniejsze jest isc sie pomodlic i pokazac dziecku jak sie modlic. a ze nie wysiedzi godziny na mszy to nic sie nei stanie.
Popieram, ja też nie pozwalam latać młodemu, co najwyżej biore na ręce, pokazuję kościół z innej perspektywy.. i nigdy nie wychodzę z nim jak marudzi w kościele, chyba, że jest już bardzo niegrzeczny!!Agnieszka H. - u nas to wygląda następująco - jak tylko mały sie urodził to od samego początku chodziliśmy wspólnie z mężem na wybraną mszę świętą. Fakt ze starałam sie siadać gdzieś bliżej wyjścia, aby zostawić sobie możliwość ewentualnej ewakuacji, jakby nam zaczał płakać. Osobiście rozumiem płacz i potrzeby maluchów ale czasem samą mnie denerwuje jak sie dziecko drze w niebogłosy a matki stoja ostro w zaparte w 3 ławce od ołtarza i większośc nie ma z tej mszy nic...Co i nnego jak sie rozpłacze i potem jest o.k. wiadomo.I generalnie nie było wiekszego problemu z małym . Jak podrastał to wytrzymywał nam do połowy mszy siedząc grzecznie a potem pocichutku podsuwaliśmy mu a to gryzak, grzechotkę ( nie ha łasującą ) albo te twarde małe kśiażeczki i zawsze sie zyskiwało kilka minut.Przyszedł i taki czas ze wybieraliśmy taką godzine mszy kiedy zbliżała sie jego drzemka ( miał po roku może do trochę wiecej ) Nie raz to sie smieliśmy bo jak tylko odezwały sie organy zapadał w sen, cała mszę przesypiał a jak wychodziliśmy to sie budził...Pamiętam i taki okres chyba 3,4 tygodnie ze zaczął sie płacz i zrezygnowaliśmy - kazde z nas chodziło osobno a jeden pilnował małego w domu. Nigdy nie pozwalaliśmy małemu biegać po kościele i cały czas tłumaczyliśmy co i jak należy robić i po co sie idzie. Z resztą jak miał 2lata i 4 miesiące nauczyłam go się żegnać i Aniele Boże. Weszła codzienna praktyka a nie raz i w drodze na spacer wstępowałam na chwile do kościoła zeby sie przyzwychzaił po co sie tam idzie. Były momenty, ze mały próbował siły i wtedy wyjściem stało sie chodzenie jak najbliżej ołtarza - mały jest poprostu speszony i zawstydzony - nie ma takiej odwagi z przodu szaleć. Nie mówie ze nie zdarzyło nam się wyjśc z nim i nie twierdze ze siedzi cały czas na pupie. Owszem czasem chodzi wokół kszesełka, obserwuje innych jak spiewają. Grunt jest cicho !!! - a jak coś go interesuje pyta na ucho - nie raz trzeba wytłumaczyć na cito ....W czearwcu tego roku mały zaczał sie sam modlić włąsnym słowami np. "Boziu prosze o ładną pogode..." dokupiłam mu w Św. Jacku ksiązeczkę z ilustracjami Mszy Świętej i teraz siedzi i śledzi czy "obrazki" z ołtarza zgadzają się z obrazkami w ksiażeczce.
Aha co może komuś wyda sie to śmieszne - ale wychowana byłam, za odświetnym storjem do kościoła i mały też jest taki sposób ubierany - dla niego dużą atrakcją jest sam fakt, ze raz w tygodniu idąc do kościoła może założyć spodnie, koszule biała z kołnieżykiem i krawat tak jak tata. Nawet kąze sie troche poperfumować ( oczywiście na niby .... )
No i jeszcze jedno - idąc do Komuni zabieramy go ze sobą. Narazie wystarcza mu tłumaczenie ze jak cała mszę bedzie grzeczny to w nagrodę może iść z nami - my wiadomo ...On po błogosławieństwo - bo księza robią dzieciom krzyżyk na czole.
W moim przekonaniu jak się chodzi od samego początku to można dziecko przyzwyczaić i nauczyć. Nie wiem na ile rozumie, bo staramy mu się tłumaczyć a różne wiadomości dozować i ograniczać do minimum - wiara dla dorosłego jest ciężka a co dopiero dla dziecka. Jak sam pyta to sygnał ze mu to nie wystarcza i wtedy się tłumaczy dalej...Wiadomo ze nie można wymagać cudów od takiego małego dziecka i robic nic na siłe. To delikatna i subtelna sprawa. Myślę ze w tej kwestii jak i w innych to rodzice są wzorem. Nie raz nas samych kosztuje to wiele wysiłku, zwłaszcza jak sie ma gorsze dni albo chwile zwątpienia... to potem dziecko mobilizuje do trzymania "fasonu" Życze cierpliwości...
Zapewniam Cię, że nie byłoby bardzo źle...Ja też mam podobny problem, bo są dni kiedy Martyna wysiedzi na mszy i jest grzeczna. Pochodzi sobie po kościele, usiądzie na klęczniku, czyta swoje ksiązki, a na koniec mówi "do widzenia Boziu" Staram się z nią wchodzić do kościoła i być jak najdłużej. Ostatnio spędzilismy mszę na dworzu, praktycznie sami, a moja córka podczas alleluja odśpiewała "panie janie niech pan wstanie". Ciekawe jaka byłaby reakcja jakby zrobiła to środku![]()