I jak tam u Was dziewczyny? Ja mialam sporo przejsc,zeby w ogole zaczac stymulacje. Wszystkie wyniki dobre, regularne miesiaczki, owulacje itp. No i przeszlam covid, prawie 3 tygodnie mnie trzymal. I okres sie zatrzymal . Wiem, ze z racji choroby moze sie przesunac, tyle ze nigdy gdybylam chora (do tej pory) tak sie nie stalo. Po 5 dniach opoznienia wywolali mi sztucznie okres zastrzykiem (chyba z progesteronu). Stymulacja na 8 dni, w 8 dniu monitoring. Komorki jajowe juz byly duze (mam krotkie cykle, 25-26 dni, wiec rosna mi szybko) i ostatniego zastrzyku stymylujacego juz nie musialam sobie robic. 18 pecherzykow na usg, pobrano 11 oocytow, 9 bylo dojrzalych, 8 zaplodniownych. Do trzeciego dnia dotrwalo chyba piec. I tu zonk, 5 dnia tylko jeden zarodek osiagnal stadium blastocysty.... Troche smutno, ale coz... Wciaz byly dwa "wolniejsze", 5 dnia popoludniu okazalo sie, ze jest drugi embrion. Oba zamrozone, probki poslane na badania przedimplantacyjne. 5 dni po punkcji jajnikow drugi zonk - "miesiaczka"...Kontrola usg, nie ma zadnych wewnetrzynych krwawien, robie sobie zastrzyki z heparyny. Transfer ma byc w styczniu. Poki co czekamy na wyniki badan zarodkow (podobno trwa to 2-4 tygodnie). Po punkcji jajnikow 5 dni opuchlizny brzucha i pobolewan. A gdy juz bylo lepiej, "miesiączka". Mam nadzieje, ze u Was idzie to troche latwiej. Podzielcie sie

.