Cześć dziewczyny!
Jak tam po weekendzie? Bo u mnie totalna klapa przez mojego poszytego męża! Pogoda cudowna, chętnie poleżałabym gdzieś nad wodą, ale niestety - zostaje mi mój balkonik i świecenie cyckami sąsiadom z bloku obok :-)
Przeczytałam sobie wpis majki i pod wpływem właściwie jednego zdania: poczytałam sobie kilka waszych stronek i przypomniały mi się czasy gdy ja nie mogłam zajść w ciążę, naszła mnie taka myśl, że mimo tego, że wszystkie tu zdążamy w jedną stronę, to kobiety, które się doczekały (nie ważne po jakim czasie), są już jakby po drugiej stronie mostu. I ja jakoś nie jestem w stanie się z nimi identyfikować. Fajnie, że im się udało - są już w niebie. Ale nam się nie udaje i nadal tkwimy w naszym piekiełku. Z nieba lekko się woła: wszystko będzie dobrze, tobie też się uda...Tylko, że dla tych w piekle to chyba marne pocieszenie. Przynajmniej dla mnie...
Sorry za takie metafory, ale jakoś tak mnie wzięło od rana :-)
Pozdrowienia dla wszystkich!